środa, 1 sierpnia 2018

William Castle i jego niesamowite chwyty marketingowe cz 4: Wybór należy do Ciebie, drogi widzu!


William Castle był producentem i reżyserem wielu niskobudżetowych dreszczowców, który pod koniec lat 50 XXw. szczególną sławę osiągnął dzięki nieszablonowym sposobom promocji swoich filmów. Po komercyjnych sukcesach takich obrazów jak Macabre (1958), Dom na przeklętym wzgórzu (1959), czy The Tingler (również 1959) dystrybutorzy i kina wręcz wymagali od Castle’a, by swoje kolejne produkcje okraszał wymyślnymi sztuczkami. Na ile jednak naszemu bohaterowi starczyło wyobraźni? O tym przekonacie się poniżej.

środa, 18 lipca 2018

William Castle i jego niesamowite chwyty marketingowe cz. 3: Latające szkielety i elektryczne siedzenia. Gdy jesteś w kinie, krzycz ile sił w płucach!



William Castle był producentem i reżyserem niskobudżetowych dreszczowców, który pod koniec lat 50 XX w. szczególną sławę zyskał dzięki nieszablonowym sposobom promocji swoich filmów. Tym sposobem tanie, często niepozbawione wad, niezależne produkcje przyciągały na seanse tłumy. W poprzednich odcinkach mogliście przeczytać o początkach kariery Williama (Dziewczyna, która powiedziała "nie" Hitlerowi) oraz o  wejściu w przemysł filmowy jako niezależny twórca (Film tak straszny, że umrzesz w kinie). Dziś chciałbym przybliżyć Wam dzieła tego nietuzinkowego producenta i reżysera, które stworzył we współpracy z aktorem Vincentem Pricem.

czwartek, 12 lipca 2018

Junji Ito: Wariactwa i koszmary



Moje zainteresowanie japońską popkulturą zaczęło się dzięki Polsatowi, wraz z emisją pierwszego odcinka Czarodziejki z księżyca. Byłem tym serialem totalnie zafascynowany i jeśli bym miał sobie teraz przypomnieć co wtedy tak bardzo mi się w nim podobało, to musiałbym napisać, że była to przede wszystkim inność względem tego co zapewniały mi kreskówki z mojego obszaru kulturowego. Możliwość obcowania z czymś nowym wiązała się z ekscytacją, była jak odkrywanie niezbadanych dotąd lądów. I im więcej pochłaniałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę jak bardzo różnimy się od Japończyków, pod względem obyczajów, poczucia humoru, czy też konwencji grozy. Ta, często szokująca  i nad wyraz groteskowa  potrafi pozostawić odbiorcę okrutnie skonfundowanego i wypełnionego trudnym do opisania niepokojem. Właśnie w ten sposób opisałbym uczucia, które mi towarzyszyły podczas lektury komiksów jednego z najważniejszych współczesnych mangaków parających się horrorem, Junjiego Ito.