poniedziałek, 5 marca 2018

William Castle i jego niesamowite chwyty marketingowe cz 1: Dziewczyna, która powiedziała "nie" Hitlerowi








William Castle był producentem i reżyserem niskobudżetowych dreszczowców, który pod koniec lat 50 XX w. szczególną sławę zyskał dzięki nieszablonowym sposobom promocji swoich filmów. To dzięki nim tanie, często niepozbawione wad, niezależne produkcje przyciągały na seanse tłumy. O niektórych z nich, np. "The House on the Haunted Hill", czy "The Tingler" pewnie już słyszeliście, ale pozwólcie, że o nich będzie nieco później. Dziś historia początków geniusza filmowego marketingu, historia, która sięga do czasów zaangażowania Williama Castle w teatr.


Historia przedstawiona poniżej pojawiła się w autobiografii reżysera  pod tytułem “Step Right Up!...I’m Gonna Scare The Pants Off America” pierwotnie wydanej 1976 roku. Zalecałbym czytanie treści poniżej z przymrużeniem oka: William Castle lubował się nie tylko w zaskakiwaniu publiczności ale także w licznych kłamstewkach, które pomagały mu w karierze. Nie byłbym szczególnie zdziwiony, gdyby okazało się, że jego wspomnienia zostały nieco podkoloryzowane dla lepszej lektury. 

środa, 7 lutego 2018

Czy The Cloverfield Paradox to rzeczywiście taki straszliwy gniot?


W Styczniu 2008 premierę miał Cloverfield, który na warsztat wziął kiczowatą tematykę kaiju i dostosował ją pod współczesne i nieco “poważniejsze” gusta. Film otrzymał dość dobre oceny, zwłaszcza wśród krytyków, którzy chwalili za realistyczne podejście do konwencji i odwoływanie się do traumy związanej z atakami terrorystycznymi z 11 września. Osiem lat później w kinach pojawił się jego duchowy następca: Cloverfield Lane 10, który zebrał podobne reakcje, choć ze względu na totalnie wywrotowe zakończenie, wielu widzów kończyło seans z dużym niesmakiem. Jest rok 2018, nie tak dawno temu minęło dziesięciolecie Cloverfield i totalnie znienacka na platformie Netflix pojawił się trzeci film z serii, który niemal z marszu na pewnym słynnym portalu otrzymał status zgniłego pomidora. Ja z kolei zastanawiam się, czy to nie raczej całkiem smaczny kiszony ogórek.

wtorek, 30 stycznia 2018

William Hope Hodgson- Szalupy z "Glen Carrig"



“Jeżeli chodzi o poważne podejście do nierzeczywistego, to Pan Hodgson prawdopodobnie ustępuje wyłącznie Algernonowi Blackwoodowi. Niewielu też jest w stanie dorównać Mu w zapowiadaniu nadejścia nienazwanych mocy tudzież oblegających monstrualnych bytów za pomocą zdawkowych wskazówek i nieznacznych detali”


H.P. Lovecraft, Nadnaturalny horror w literaturze

sobota, 6 stycznia 2018

Dark Waters a.k.a. Temnye vody (1993)



Tekst ten pojawił się pierwotnie w formie jednoakapitowej notki wchodzącej w skład redakcyjnej wyliczanki Halloween Horror Show III na kinomisja.pl. Mam jednak poczucie, że film zasługuje na to, by napisać o nim nieco więcej, czego rezultat znajduje się poniżej. Oryginalną wersję znajdziecie natomiast tutaj.


Nie wyobrażam sobie rozmowy o horrorze, w której pominięta byłaby postać H.P. Lovecrafta. Zasługi Samotnika z Providence na rozwój tego gatunku, zarówno w formie literackiej, jak i filmowej, są wręcz nieocenione. Oczywiście może mi tu ktoś zaraz wyskoczyć z tekstem, że hola, hola, panie Kuszyński, przecież filmów bezpośrednio opartych na prozie Lovecrafta nie było znowuż aż tak dużo, a gdy już były, to albo niezbyt wierne, albo nieszczególnie udane. Jeśli jednak spojrzeć na prozę Lovecrafta jako na zbiór określonych motywów, to okazuje się, że elementy jego twórczości są w kinie nagminne. Opowieściami o wielkich przedwiecznych i innych niewyobrażalnych okropieństwach inspirowali się w końcu tacy twórcy jak Roger Corman, John Carpenter, Lucio Fulci czy nawet Mario Bava. Swoją cegiełkę na temat lovecraftiańskiego kina dołożył również szerzej nieznany Mariano Baino, który w 1993 nakręcił Dark Waters.