czwartek, 26 lutego 2015

Odrażający Dr Phibes


Vincent Price to ikona kina grozy i basta. Takim przełomowym momentem w jego karierze była decyzja o przyjęcie głównej roli w „Gabinecie figur woskowych” w 1953 roku. Następna dekada z kolei, to seria filmów na motywach zaczerpniętych od Edgara Allana Poe po których powszechnie się mówiło, że Price to jest gość i szacunek do niego musi być. 

Oczywiście nic nie trwa wiecznie, więc i jego gwiazda w pewnym momencie musiała przygasnąć. W latach 70tych horror zaczął się coraz bardziej zmieniać, a sześćdziesięcioletni pan Price nie bardzo już był w stanie za najnowszymi trendami nadążać. Jednym z jego ostatnich znaczących filmów był „Odrażający Dr Phibes”, brytyjski horror (??) z 1971 roku.

niedziela, 22 lutego 2015

Legenda piekielnego domu


Nawiedzone domy to wdzięczny temat dla  horroru. Informacji na temat miejsc, w których niby straszy jest mnóstwo i bez wątpienia to bardziej pobudza wyobraźnie niż strzygi, wiedzmy i wampiry. Nie ma się więc co dziwować, że to dość nośna tematyka i chyba każdy widział co najmniej jeden tego typu film. Jeśli znajomość „Ducha”, czy „Obecności” to dla was za mało, to poznajcie „Legendę piekielnego domu”.

piątek, 20 lutego 2015

Wojna światów


Byłem chyba w pierwszej klasie liceum, gdy natrafiłem na pewną muzyczną perełkę. Cudo zwało się „Jeff Wayne’s Musical Version of The War of the Worlds” i była to dwupłytowa opera rockowa oparta właśnie na powieści Wellsa. Rzecz absolutnie niesamowita i aż po dziś dzień nie mogę przestać się zachwycać. Ciekawym zabiegiem było wynajęcie do projektu aktora Richarda Burtona, który czytał fragmenty powieści do muzyki, co tylko podkręcało klimat albumu.

czwartek, 19 lutego 2015

Witchfinder General


„Pogromca Czarownic”, lub jak kto woli „Witchfinder General” musiał się na blogu pojawić. Nie będę tutaj ukrywał, że to jeden z filmów, które przekonały mnie do tego, że warto ma dłużej zainteresować się starym kinem. W końcu nie bez powodu używam mordy głównego bohatera jako avatara na blogu i fappage’u.
Matthew Hopkins to prawnik i samozwańczy pogromca czarownic, który wykorzystuje niepokoje społeczne wywołane angielską wojną domową i tendencje do zabobonów, by się wzbogacić. Ten facet to taka plaga na koniu, a jego pojawienie się na wiosce zwiastuje serie oskarżeń o czary z których nie w sposób się wybronić. Co ciekawe, Hopkins to postać historyczna i ponoć przyczynił się do śmierci około trzystu kobiet. Niezła drań, co nie? W końcu ktoś musiał się tematem zainteresować i zrobić o gościu film. Pamiętajcie jednak, że o ile nasz pogromca faktycznie istniał, to historia zawarta w „Witchfinder General” jest już wymysłem scenarzysty.

Najgorsze z najgorszych: Target Earth


Wyobraź sobie taką sytuacje. Budzisz się i wykonujesz coranny rytuał, czyli mycie zębów, twarzy, na śniadanie twój ulubiony pet z kawą i obowiązkowa poranna kupa przed wyjściem do roboty i nie jesteś świadom, że coś w przyrodzie się zmieniło. Gdy już jednak wychodzisz to okazuje się, że miasto jest opustoszałe i brakuje nawet starych bab w tramwajach. W takiej sytuacji znaleźli się bohaterowie filmu „Target Earth” i aż chciałoby się przytoczyć klasyka: „Co się stao?”