Legenda piekielnego domu


Nawiedzone domy to wdzięczny temat dla  horroru. Informacji na temat miejsc, w których niby straszy jest mnóstwo i bez wątpienia to bardziej pobudza wyobraźnie niż strzygi, wiedzmy i wampiry. Nie ma się więc co dziwować, że to dość nośna tematyka i chyba każdy widział co najmniej jeden tego typu film. Jeśli znajomość „Ducha”, czy „Obecności” to dla was za mało, to poznajcie „Legendę piekielnego domu”.

Piekielny dom to przydomek rezydencji należącej do Emerica Belasco, zwanego również „ryczącym olbrzymem”, milionera, który chlał i ćpał na umór, katował, gwałcił, uprawiał nekrofilie i mordował. Mówiąc krótko: prowadził typowe życie rock’n’rollowca. Wierzy się, że rezydencja jest obecnie nawiedzona przez duchy tych, którzy mieli nieprzyjemność obcowania z tym panem. Do domu przybywają specjaliści do zbadania co tam się tak naprawdę wyprawia, a są to: Przybywający wraz z żoną Lionel Barret, fizyk, racjonalista, dla którego duchy to wyłącznie energia elektromagnetyczna, Florence Tanner, medium psychiczne, oraz Ben Fischer, medium fizyczne, facet który już dom badał wcześniej i ledwo uszedł z życiem, a mimo to wrócił. Głupek.

Jaka jest różnica między medium psychicznym, a fizycznym? Polega to na tym, że panna Tanner potrafi komunikować się z duchami, z kolei z Fischerem wiążą się widoczne dla wszystkich manifestacje duchów. Mogłem oczywiście coś pochrzanić, bo znam się na duchach jak na zdrowym stylu życia ale w kontekście filmu to i tak nie ma znaczenia, bo ma on takie podziały najzwyczajniej na świecie w dupie.

Film raczy nas różnymi seansami spirytystycznymi,  opętaniami, latającymi talerzami oraz skrzypiącymi drzwiami, czyli wszystkim tym, czego spodziewalibyśmy się po filmie o nawiedzonym domu. Akcja filmu dzieje się na przestrzeni kilku wieczorów i jest ona tak skonstruowana, że jeżeli akurat zdarzyło się coś dziwnego, to szybko akcja przenosi się np. do dnia następnego. Chciałoby się napisać, że to takie stopniowanie napięcia, jednak w filmie nie pojawia się żadna scena, która by mogła spowodować to uczucie, a już o jakimkolwiek wystraszeniu kogoś nie wspomnę.

Czy jest coś, co może ten film zaoferować? Przede wszystkim klimat. Podczas pierwszego seansu zrobił on na mnie niesamowite wrażenie i naprawdę da się odczuć, że ta chata jest nawiedzona przez duchy, a to głównie przez słyszalny przez mnóstwo czasu przewiew oraz wszelkiego rodzaju skrzypienia i trzaski. Gromkie brawa dla ludzi, którzy tworzyli efekty dźwiękowe do tego filmu. Jesteście naprawdę zajebiści.

Przez dłuższy czas trwania filmu byłem pozytywnie nastawiony i skłonny uznać film za bardzo przyjemną atmosferyczną perełkę. W końcu jednak musiało się zesrać, a zesrało się tak, że poczułem się naprawdę zniesmaczony. Winę ponosi końcówka w której dowiadujemy się prawdy o piekielnym domie. Jest ona tak słaba, że aż mi się zrobiło smutno. Niesamowite rozczarowanie.

Filmem warto się jednak zainteresować, zwłaszcza jeśli ktoś lubi atmosferę starych domów. Film jest bardzo klimatyczny, ale trzeba się przed seansem nastawić, że to głównie na klimacie będzie się seans opierał. Trzeba też przeboleć słabą końcówkę, ale jak się zagryzie zęby to się da i może nawet ktoś będzie mile wspominał ten film.