House of Hammer: To the Devil a Daughter, ostatni horror wytwórni Hammer



Horror „To the Devil a Daughter” znany w Polsce jako „Córka dla diabła” to ostatni horror wytwórni Hammer, która w wyniku znacznego spadku zainteresowania ich filmami skupiła się w latach osiemdziesiątych na produkcji dwóch telewizyjnych antologii po których najzwyczajniej na świecie padła. Czy problemy finansowe Hammera przełożyły się na jakość tego filmu? Spokojnie, tragedii nie ma.

Historia w „To the Devil a Daughter” skupia się na młodej zakonnicy Catherine (w tej roli nastoletnia Nastassja Kinski), która wyjeżdża z klasztoru będącego pod opieką ojca Michaela Raynera (Christoper Lee) by móc spotkać się z ojcem. Ten się jednak nie zjawia, a zamiast niego dziewczynę odbiera John Verney, pisarz zafascynowany okultyzmem, który wierzy, że osobą Catherine zainteresowani są sataniści.


To nieco przegadany horror w którym fabuła toczy się bardzo spokojnie. Nie można liczyć na to, że atmosfera grozy będzie wybuchać na nas od pierwszej chwili, więc nie wiem, herbaty sobie zróbcie by wam się przyjemniej oglądało. W końcu, zanim zacznie się cokolwiek dziać to musimy się dowiedzieć czemu ta cała Catherine została tak wyróżniona przez sługusów rogatego i jaką rolę w filmie ma postać Christophera Lee ( Chyba nikt nie sądzi, że facet zagrał kogoś sympatycznego?). Wszystko narasta tutaj bardzo powoli, więc nie zdziwię się, jeśli ktoś sobie stwierdzi: „a jebać, odpalę sobie Szybkich i wściekłych”. Warto jednak dopić tą trzecią z kolei herbatę, ponieważ im bliżej końcówki, tym ciekawiej się to wszystko ogląda i można uświadczyć kilku całkiem pokręconych okultystycznych scen.

Catherine to strasznie tępa dzida bez jakiegokolwiek wyrazu i nie w sposób dziewczynę polubić. Niby jest to podkreślone w fabule, że dziewucha nie bardzo orientuje się w tym co dzieje się wokół niej, ale no kurwa bez przesady :- ). To takie drewno, że lutnik firmy Fender by zrobił z niej najdroższego Stratocastera na rynku. Radzę się więc nie bardzo dziewczyną przejmować i nie traktować jej jak człowieka, a raczej jako taki przedmiot, który jest potrzebny do pociągnięcia fabuły dalej.

Swoją drogą, to po seansie doczytałem, że Nastassja Kinski miała podczas kręcenia tego filmu zaledwie 14 lat, co oczywiście tłumaczyłoby braki w warsztacie… no dobra, brak warsztatu. Ciekawe jest też to, że dziewczyna w tym filmie nie tylko bywa golutka, ale pojawia się scena w której symbolicznie oddaje się Astarothowi. Najwyraźniej wtedy nie było z tym problemu, ale wątpię, by dziś by to przeszło. Żyjemy zresztą w czasach, w których robi się z Polańskiego pedofila. W każdym razie Panowie, radzę trzymać łapy jak najdalej od spodni, bo kto wie…może przyjdą nocą jacyś smutni panowie i was o coś oskarżą? ;)

Film podobno został strasznie zmieszany z błotem, ale naprawdę nie jest tak źle, jakby się wydawało. Zgaduję, że to po części wina tego, że jest to kolejny tani film próbujący zarobić trochę kasy na ludziach, którzy zauroczyli się w „Omen”, oraz „Dziecko Rosemary”. Nie będę tutaj ukrywał, że mam taką tyci tyci słabość do tej tematyki. Oglądając takie filmy da się odczuć specyficzny niepokój, nawet gdy samego filmu nie bardzo można traktować poważnie. Seans „To the Devil a Daughter” oceniam więc pozytywnie, kto wie czy słusznie, ale co tam… Niech ma.