Elza- Wilczyca z SS


Nasi rodzimi reżyserzy tak mają, że jak już zabierają się za poważny film to najlepiej, gdyby dotyczył on wojny i cierpienia, bo nie nic tak nie karmi serca Polaka, jak stara dobra martyrologia. Jeżeli natomiast, ktoś wyreżyseruje film o tym jak bardzo przejebane mieli polscy Żydzi, to już w ogóle jest strzał w dziesiątkę, ochy i achy oraz miliony nagród z połykiem dla takiej produkcji. Tak to już u nas jest, że nie można spojrzeć w przyszłość, bo mnóstwo ludzi (zwłaszcza nasi politykierzy) wciąż ogląda się za siebie. A po co w ogóle o tym pierdolę? A no dlatego, że nie wszędzie ten temat jest traktowany z taką powagą jak u nas i powstało na zachodzie kilka nieco zakręconych filmów dotyczących tematyki hitlerowskiej na których widok twoja babcia wykrzyczy: „Usuń to!!!!”.

Jest taka nisza w starym kinie samochodowym która nazywa się nazi exploitation, której twórcy pragnęli szokować widza ociekającymi seksem, brutalnymi filmami w nazistowskiej estetyce. Tematyka bardzo nośna, a jak ktoś się naczytał o domach publicznych na terenach obozów koncentracyjnych, to już w ogóle z wybałuszonymi oczami szukał gdzie by tu coś takiego znaleźć. Jak już pisać o tym gatunku, to obowiązkowo trzeba zacząć od chyba najbardziej znanego dzieła, jakim jest „Elza- Wilczyca z SS”.

Zanim zacznę od samego filmu, chciałbym tylko wspomnieć, że postać Elzy jest prawdopodobnie inspirowana Ilsą Koch, komendantką obozu w Buchenwaldzie, która podobno kazała sobie wyrabiać galanterię ze skór więźniów, a tych co uratowali skórę zmuszała by gwałcili koleżanki. Film informuje nas na początku, że jest zainspirowany różnymi zbrodniami nazistów, które zostały tutaj przedstawione w jednym obozie, dla dodania całości dramaturgii.

Filmowa Elza jest komendantką obozu nr 9 w którym przeprowadza się eksperymenty medyczne na więźniach. Gdy nastaje wieczór, pani komendant wybiera sobie kochanka spośród uwięzionych. Nie ma jednak co się cieszyć, bo jeśli delikwent się nie sprawdzi w roli ogiera, to Elza własnoręcznie kastruje jegomościa. Główna bohaterka szybko interesuje się nowym więźniem, Amerykaninem Wolfem, który cechuje się niesamowitą wytrzymałością w łóżku. Słabość do nowego kochanka może okazać się jej zgubą.

Brzmi jak pornos? No i w sumie jest to prawidłowe skojarzenie, bo podczas seansu pojawia się kilka scen przez które poczułem się jakbym był na jakiejś fapstronce. Na pewno „Elza- Wilczyca z SS” ma jedną cechę wspólną z tego typu filmami: Fabuła jest tylko pretekstem do widowiska. W tym przypadku ważniejsza od seksu jest  jednak brutalność i oprócz wspomnianej już wcześniej kastracji, widza czeka scena gwałtu, biczowania, wieszania oraz wszelakich tortur, z rażeniem kobiecych sutków prądem na czele.

To co wymieniłem dotychczas może niezwykle zachęcić do seansu bądź wręcz odwrotnie i ja się nie dziwie, bo faktycznie można poczuć się nieswojo, jeżeli ktoś nie ma doświadczenia z tego typu kinem. Na Filmwebie ten film na stan obecny ma 4,6 gwiazdki i podejrzewam, że tak słaba ocena jest wynikiem jakiegoś świętego oburzenia, bo naprawdę widziałem już dużo gorsze i dużo nudniejsze bękarty kinematografii, które otrzymywały lepsze noty. Wniosek z tego taki, że nie ma co się sugerować opiniami zwyczajnych ludzi ;).

Trzeba też pamiętać, że to tani film, który ma bite czterdzieści lat i dość ciężko jest traktować zawartą w nim brutalność na serio. Może gdybym oglądał go w roku premiery, to by zrobił na mnie dużo większe wrażenie? Ja czasami zachowuję się jak taki francuski piesek i raczej źle znoszę obrzydlistwa i zamęczanie istot żywych ale przy seansie tego filmu bez większego problemu obroniłem swoją godność mężczyzny, więc chyba nie taki diabeł straszny. Naprawdę nie jest źle i warto go obejrzeć, z tym że nie polecałbym tego filmu na romantyczny seans z dziewczyną. Chociaż…kto was tam wie. Zwyrole.