poniedziałek, 4 maja 2015

Blob- zabójca z kosmosu


Jest piękny, ciepły wieczór. Zabierasz dziewczynę na randkę na obrzeża miasteczka. Wszystko idzie idealnie, a romantyczną atmosferę dopełnia widok spadającej gwiazdy. Jeszcze nie wiesz, że już niedługo na hasło „kisiel w majtkach” będziesz krzyczał z przerażenia. To co spadło z kosmosu to kawałek meteorytu zawierający niebezpieczną, śluzowatą substancje, która pożera wszystko, co widzi na swojej drodze. Strzeżcie się Bloba, zabójcy z kosmosu.

Czy horror o pożerającym ludzi kisielu można traktować poważnie? Ależ oczywiście, że nie i na całe szczęście, chyba sami twórcy nie byli na tyle naiwni i postawili na proste, rozrywkowe kino skierowane do młodzieży. Głównymi bohaterami są nastolatkowie, którzy muszą jakimś cudem przekonać dorosłych, że czerwony kisiel zeżre im miasto. Zwróćcie przy okazji uwagę na muzykę otwierającą ten film. Czyż to nie cudowna i radosna twórczość? Człowiek od razu wyczuwa jakiego rodzaju rozrywki się spodziewać.

Co ciekawe, ten film to jedna z pierwszych ról Steve'a McQueena, który w czasie premiery „Bloba” (rok 1958) miał już 28 lat. Trochę śmiesznie się go ogląda w tym filmie, bo ewidentnie widać, że typ jest po prostu za stary na nastolatka. McQueen po prostu nie miał chłopięcego typu urody, by można było komukolwiek wciskać, że chodzi jeszcze do liceum.

Kisielowy horror to z drugiej strony, wcale nie aż tak głupi pomysł, bo umożliwia nakręcenie kilku dość nieźle wyglądających scen relatywnie niskim kosztem produkcji. W pewnym momencie filmu, blob zamierza pożreć miejscowy bar mleczny. Efekt pożerania budynku przez kosmitę uzyskano wylewając gęsty kisiel na zdjęcie jadłodajni. To chyba najtańszy efekt specjalny, jaki kiedykolwiek powstał. I jak dobrze wyglądający :).



Blob, zabójca z kosmosu, to radosne, lekkie, campowe kino, które dostarcza widzowi przede wszystkim rozluźniającą rozrywkę. Jest też zadziwiająco porządnym filmem i relatywnie dobrze zrealizowany. Warto obejrzeć, chociażby by zobaczyć początki Steve'a McQueena, a pamiętajcie kochani, że Steve McQueen był zajebisty.