czwartek, 28 maja 2015

Corman Gothic: Zagłada domu Usherów


Rok 1960 był początkiem długiej współpracy między aktorem Vincentem Price’m, a producentem i reżyserem Rogerem Cormanem. Ich pierwszym wspólnym dziełem był film pod tytułem „Zagłada domu Usherów”, luźna adaptacja noweli spod pióra mistrza Edgara Allana Poe, która okazała się być całkiem sporym sukcesem. Ten film to idealny przykład gotyckiego klimatu i jedna z najciekawszych pozycji w filmografii Vincenta Price’a.

W tej wersji historii głównym bohaterem jest Philip Winthrop, kochanek Madeline Usher, który pragnie ożenku z ową panną i w tym celu przybywa do tajemniczej i mrocznej rezydencji należącej od wieków do rodziny Usherów. Bardzo szybko przekonuje się on, że w oczach brata ukochanej, czyli Rodericka Ushera (Price) jest on intruzem którego należy jak najszybciej spławić. Winthrop jednak płochliwy nie jest i nie zamierza opuścić rezydencji bez Madeline. Jego nieustępliwość doprowadzi do zdarzeń, które odsłonią przed nim tajemnicę jaką skrywa ród Usherów.

Jak można wywnioskować po opisie, historia w filmie kręci się głównie wokół wątku miłosnego, który jest dość umiejętnie jest dokraszany aurą tajemniczości. Przed seansem trzeba się nastawić na to, że tempo będzie dość powolne i to czy się wynudzimy, czy obejrzymy całość z zaciekawieniem będzie zależało przede wszystkim od tego, czy uda nam się porwać gotyckiej atmosferze dzieła.

O ile ktoś może zarzucać dziełu Cormana zbytnie odejście od oryginału (a umówmy się, z tego nie dałoby się zrobić filmu) to już nie bardzo wierzę w to, że ktoś mógłby odmówić „Zagładzie” mistrzowskiej wręcz atmosfery godnej mistrza Poe. Jest mrocznie, klimatycznie, a dom Usherów naprawdę zdaje się być przeklęty. Niemały wpływ na to ma między innymi muzyka skomponowana przez Lesa Baxtera, który zresztą w portfolio miał całkiem sporo horrorów i filmów fantastycznych.  

W filmie rządzi niepodzielnie Vincent Price i myślę, że to jego jedna z flagowych ról. Kto zna tego aktora, ten wie, że cechuje się on przesadną nieraz ekspresją i pierwszy kontakt z jego grą może poskutkować albo natychmiastową sympatią do tego dżentelmena, albo reakcją alergiczną. Faktem jednak jest to, że jest on niesamowicie charakterystyczny i nie sądzę, by ktokolwiek mógł obok niego przejść obojętnie.

„Zagłada domu Usherów” okazała się być dość sporym sukcesem, więc idąc za ciosem Corman postanowił wyciskać z Poe ile się tylko da. W ciągu pięciu lat powstało siedem kolejnych filmów, z czego gwiazdą w niemal wszystkich był Vincent Price.  Pierwszy owoc współpracy obu panów jest jednak moim zdaniem tym najbardziej soczystym. Gorąco polecam.