poniedziałek, 27 lipca 2015

Corman Gothic: Maska Czerwonego Moru


Po sukcesie „Zagłady domu Usherów” z Vincentem Pricem w roli głównej, Roger Corman, producent i reżyser filmu, postanowił pójść za ciosem i zabrał się za realizację kolejnych filmów inspirowanych literaturą Edgara Allana Poe. Seria łącznie liczy osiem filmów, z czego aż w siedmiu występował Price. Dzisiaj chciałbym zaprezentować Wam jeden z moich ulubieńców, czyli film pod tytułem „Maska Czerwonego Moru” z 1964 roku.

Centralną postacią jest grany przez Vincenta Price’a książę Prospero, który wyprawia bardzo huczny bal maskowy w swoim zamku. Gdy szlachcice hulają w najlepsze, ludność należących do władcy terenów jest dziesiątkowana przez straszliwą plagę, tak zwany Czerwony Mór, który powoduje, że ofiary umierają w agonii pocąc się krwią. Książe, wraz z gośćmi odgradza się więc od świata zewnętrznego z nadzieją, że nie dotrze do niego zaraza.

Trzeba wspomnieć, że Prospero to łajdak znajdujący uciechę w znęcaniu się nad poddanymi. Szczególne upodobanie ma on w zwalczaniu chrześcijaństwa. Książę jest bowiem zapalonym satanistą. W filmie ważnym wątkiem są próby złamania wiary pięknej, rudowłosej Franceski, która wraz z ojcem i narzeczonym została (ku niezadowoleniu żony księcia) wzięta w niewolę przez Prospera.

Utwór Poe’a to niezwykle krótki kawałek literatury, której lektura może zająć Wam mniej niż kwadrans.  Nie dziwcie się więc, że film tak naprawdę to radosna twórczość scenarzystów, ledwie maczana w sosie mistrza gotyckiej literatury. Do fabuły wpleciono wątki nawiązujące również do innej noweli Allana Poe, czyli „Żabiego Skoczka”. Jedno jest pewne: Na nudę nie będziemy narzekać. Otrzymujemy w filmie dość sporo barwnych postaci i śledząc ich poczynania na pewno będziemy przysypiać, zwłaszcza, gdy możemy się napawać grą aktorską Price’a, który w tym filmie zagrał drzemiącą w człowieku esencję zła.

Można oczywiście odczuć lekkie zażenowanie podczas wszelkich dialogów nawiązujących do satanizmu Prospera i jego żony, ale warto machnąć na to ręką. Film w końcu w całkiem przyjemny sposób prezentuje różnice światopoglądowe pomiędzy biednym, bogobojnym plebsem, a zepsutą i rozpasaną szlachtą.

„Maska Czerwonego Moru” ma w sobie niesamowity urok i klasę przez którą w ogóle nie da się odczuć, że to nie jest wysokobudżetowy film. Dla mnie to jedna z flagowych pozycji w filmografii Vincenta Price’a. 13/10.

Kogo nie przekonałem, niech obejrzy ten świetny zwiastun, który znalazłem w sieci.