Satan's Slave


Poznajcie Catherine, młodą Brytyjkę, która nie wyróżniałaby na tle innych ładnych i bezbarwnych dziewcząt, gdyby nie to, że posiada coś w rodzaju szóstego zmysłu.  Wybiera się ona z rodziną do wujka, którego ma spotkać po raz pierwszy w życiu. Dziewczynę dręczy straszne przeczucie co do tej wizyty i postanawia, że musi się dowiedzieć, co ono oznacza. To nie może skończyć się dobrze…

Rodzina więc wyrusza do położonej w bardzo ustronnym miejscu rezydencji wuja. Gdy są już praktycznie na miejscu, zdarza im się wypadek na który scenarzyści ewidentnie nie mieli jakiegokolwiek pomysłu. Z całego zdarzenia cało wychodzi jedynie Catherine (Było ignorować szósty zmysł? Było? Usz ty głupia sikso!), którą zamierza się zaopiekować rzecz jasna, jej wuj, który ma co do dziewczyny pewne niecne plany…

„Satan’s Slave” to kolejny niskobudżetowy horror z lat siedemdziesiątych polany satanistycznym sosem. Zaczyna się on zresztą od najciekawszego momentu, bo od satanistycznej mszy podczas której składana jest w ofierze pewna białogłowa. Film jest dość brutalny i znajduje się w nim parę dość krwawych scen i to w dodatku najczęściej z rozebranymi kobietami, czyli mówiąc hasłami: Sex, przemoc i czarownice.

Brzmi to oczywiście ciekawie i jak najbardziej pobudza to fantazję, ale istnieje pewien szkopuł.  Na półtorej godziny seansu, akcji jest tam na maksa 10 minut. 

Przez większość czasu „Satan’s Slave” to po prostu typowa do bólu brytyjska produkcja w której mamy wielką, starą chatę po której przez większość czasu chodzą ludzie skrywający mroczną tajemnicę i sobie dyskutują. Ja oczywiście nie mogę odmówić klimatu tej produkcji, ale niestety, zarówno postacie, jak i fabuła nie są szczególnie ciekawe. Dziewięćdziesiąt procent seansu minęło mi bezboleśnie, ale również beznamiętnie.

„Satan’s Slave” to zdecydowanie przeciętna produkcja, którą twórcy chcieli ubarwić kilkoma krwawymi scenami i lekką golizną. Jest jednak tego bardzo mało i nie w sposób tego typu zabiegami nadrobić pewne braki, od których ta produkcja nie jest wolna. To film typu obejrzeć i zapomnieć, więc jeśli ktoś nie jest maniakiem starych, satanistycznych horrorów, to może sobie spokojnie odpuścić.

Poniżej znajduje się fanowski teledysk do kawałka "Black Mass" grupy Electric Wizard, który znalazłem w sieci i zachęcił mnie do zapoznania się z tą produkcją. Kto nie boi się małych spoilerów, albo nieszczególnie śpieszy się do zapoznania z tym filmem, może odpalić :).

 Uwaga, teledysk zdecydowanie nie dla dzieci ;)