piątek, 6 listopada 2015

Corman Gothic: Grobowiec Ligei


„Człowiek nie powinien klęczeć przed aniołami, ani spoczywać na wieczność w śmierci bezpieczny od słabości jego woli.” Takie oto słowa miała wypowiedzieć za życia Lady Ligeia, słowa, które musiały bardzo mocno wyryć się w świadomości jej małżonka, Verdena Fella. Ten bowiem jest przekonany, że pomimo jej pochówku, Ligeia nigdy tak naprawdę go nie opuści, gdyż odrzuciła koncepcje śmierci. Pytanie tylko…jak silna może być wola jednej kobiety?

Fell ucieka przed światem nie wychodząc poza rejony zrujnowanego opactwa, które do niego należą. Staje się zdziwaczałym odludkiem wrażliwym na światło słoneczne i pewnie postradałby zmysły do końca, gdyby nie zrządzenie losu, przez które poznaje Rowene Trevanion, która bardzo przypomina mu jego byłą żonę.

Gdyby film był romansem, to historia pewnie dobiegłaby tutaj końca, jednakże mamy tutaj do czynienia z gotyckim horrorem, ostatnim powstałym w kolaboracji reżysera i producenta Rogera Cormana z aktorem Vincentem Pricem, mającej na celu tworzenie filmów inspirowanych twórczością Edgara Allana Poe. Szczęście bohaterów to tylko krótki wstęp do serii przedziwnych zdarzeń.

Tuż po powrocie z miesiąca miodowego Fell i jego nowa małżonka muszą, przez, jakby się zdawało, prawne komplikacje, pozostać na dłużej w opactwie. Nie wpływa to pozytywnie ani na Rowene, która zaczyna cierpieć na senne koszmary, jak i na Verdena, który jeszcze bardziej dziwaczeje.


Nie mogę nie odnieść wrażenia, że Vincent Price urodził się głównie po to, by grać umęczonych bohaterów, stojących na przepaści pomiędzy normalnością, a obłędem właśnie w filmach Cormana. To, jak facet operuje ekspresją, zarówno w mowie ciała, jak i w głosie to cholerna ambrozja. Moim zdaniem rola Verdena Fella to jedna z jego najlepszych kreacji, nie tylko jeżeli chodzi o cały cykl Corman-Poe, ale i ogólnie w karierze.

Film rozkręca się powoli, jak wszystkie dobre horrory z tamtego okresu. Trzeba w końcu nasiąknąć gotycką atmosferą grozy do tego stopnia, by punkt kulminacyjny (a ten jest tutaj całkiem niezły!) rozerwał duszę widza od środka.  „Grobowiec” wchodzi wręcz wzorowo. Tajemnicza aura opactwa nie opuszcza nas nawet za dnia.

„Grobowiec Ligei” to w moim odczuciu porządne zakończenie serii (spokojnie, nie o wszystkich jeszcze pisałem!). Prawda jest też taka, że kto już wcześniej dał się porwać magii tych filmów pewnie i tak obejrzał już całość, a reszta…reszta niech nadrabia jak najszybciej!