wtorek, 23 sierpnia 2016

House of Hammer: Slave Girls, czyli piękne dziewczęta w krainie dinozaurów.


Rok 1965. Hammer posiadał już solidną pozycję  na rynku jako wytwórnia specjalizująca się w gotyckich horrorach, które pomimo niewielkich środków finansowych zapewniały wysoki poziom wykonania i dostarczały odpowiednich wrażeń gawędzi spragnionej wampirów i wszelakiej maści innych kreatur. 
W tym właśnie czasie James Carreras, jeden z współzałożycieli wytwórni, podjął dość ryzykowną finansowo decyzję, by zrealizować remake nominowanego w 1940 roku do Oscara filmu o jaskiniowcach One Million B.C. Projekt, którego budżet wynosił 2,5 miliona funtów. Dla porównania, tworzony w podobnym czasie Dracula: Książę Ciemności z Christopherem Lee kosztował około 100 tysięcy, czyli kwotę, która była standardem jeżeli chodzi o Hammera.  


Nie ulegało wątpliwości, że gra toczy się o naprawdę dużą stawkę i porażka  filmu byłaby dla wytwórni niezwykle bolesna. Na szczęście, Milion lat przed naszą erą, które ostatecznie w kinach pojawiło się w przeddzień sylwestra 1966 roku okazało się być wielkim sukcesem komercyjnym i to dużo większym niż filmy z Christopherem Lee.

Plakat promujący film
Widzowie otrzymali anachroniczną, jak to często w filmach z dawnych lat bywało, opowieść w której to nasi przodkowie zmuszeni byli koegzystować z dinozaurami i innymi wszelakiej maści gigantycznymi stworzeniami. Konstrukcja fabularna filmu była dość luźna, opierająca się na próbach przetrwania w usłanym niebezpieczeństwami świecie i potyczkach plemiennych. 
W odbiorze historii na pewno też nie pomagał fakt, że jaskiniowcy posługiwali się bardzo prymitywnym językiem i często dialogi ograniczały się do głośnego powtarzania swojego imienia. Obierając taki kierunek należało postawić więc na aspekt wizualny filmu. Milion lat przed naszą erą miało być przede wszystkim ucztą dla zmysłów i tak faktycznie się stało. 
Film ogląda się jako obraz fantastyczny, z poruszającą muzyką, która nadawała tajemniczości groźnemu światu na ekranie. I chociaż krytycy podnosili larum, że to jest to rozrywka najniższego szczebla, zupełnie niezgodna historycznie, to i tak ludzie tłumnie walili drzwiami i oknami do kin.

Ray Harryhausen i jedna z jego "zabawek".
Jak słusznie skomentował Ray Harryhousen, legendarny twórca efektów specjalnych, specjalista od animacji poklatkowej mówiąc, że nie tworzył filmu dla profesorów, a dla widowni. Jego stwory w filmie miały pobudzać wyobraźnie, a nie być pretekstem do dyskusji na temat poprawności historycznej w kinie. Faktem jest, że animowane dinozaury dodawały całości rozmachu. Twórcy oryginalnego filmu w latach czterdziestych zadowolili się powiększonymi optycznie jaszczurkami (Ten efekt również zobaczymy w wersji Hammera) i facetem w gumowym kostiumie.  

Raquel Welch
Film okazał się być furtką do kariery Raquel Welch, która wystąpiła w filmie bardzo niechętnie, zobligowana przez kontrakt z Hammerem. Nastrój poprawiał jej fakt, że Milion lat przed naszą erą kręcono na Teneryfie i jakże mylne przekonanie, że kręci film o którym nikt nie będzie pamiętał.
Zjawiskowo piękna blondynka o idealnych proporcjach, która uciekała przed dinozaurami, odziana jedynie w skórzane bikini podbiła serce publiczności i z marszu stała się jednym z symboli seksu lat sześćdziesiątych, a zdjęcia promocyjne z jej udziałem stały się inspiracją dla wielu sesji zdjęciowych dla modelek. I jasne, koncept tak zwanej Cave Girl to nie było już wtedy nic nowego, ale nikt nie miał takiej siły przebicia jak Raquel.

Wytwórnia zamiast jednak pójść za ciosem i wyprodukować godnego następcę, postanowiła jak najtańszym kosztem wyprodukować  film, który z Milionem lat przed naszą erą miał naprawdę niewiele wspólnego:  Slave Girls, znany także jako Prehistoric Women. Jedynym powodem dla którego powstał ten film, była chęć ponownego użycia strojów i dekoracji ze swojego sławnego poprzednika.

Plakat promujący Prehistoric Women
Głównym bohaterem Prehistoric Women jest David Marchant, Brytyjczyk lubujący się w polowaniach na safari. Jego nieostrożne zachowanie w dziczy powoduje, że zostaje schwytany przez plemię czczące białego jednorożca. Jako że najwyraźniej wkroczył na ich święte ziemie, zostaje on skazany na śmierć, jednak przed wykonaniem egzekucji ratuje naszego bohatera fakt, że zostaje magicznie przeniesiony w daleką przeszłość.  Następnie zostaje wplątany w konflikt pomiędzy dwiema kastami plemienia rządzonego przez kobiety:  zniewolonymi blondynkami i wojowniczymi brunetkami, które obecnie sprawują władzę. Co ciekawe, prehistoryczne kobiety są tutaj już dość elokwentne, więc w filmie uświadczymy sporo prawdziwych dialogów.

Martine Beswick
Prehistoric Women było w całości zrealizowane w studiu filmowym. Zabrakło również jakichkolwiek dinozaurów, które zostały zastąpione zaledwie jednym, nieruchomym modelem jednorożca na kółkach. To produkcja od której już na pierwszy rzut oka bije taniocha i mając na uwadze rozmach z jakim wyprodukowano poprzedni film, odbiło się to bardzo na postrzeganiu tej produkcji, która często jest wspominana jako jeden z gorszych filmów wytwórni.

Film sam w sobie nie jest jednak taki zły. Błyszczy w nim przede wszystkim Martine Beswick, która w tej produkcji otrzymała bardzo ważną rolę królowej Kari, okrutnej władczyni, silnej kobiety, która byłaby w stanie zdominować każdego samca.  No i mimo tego, że fabularnie PW trąci nieco banałem, to i tak ogląda się całość naprawdę przyjemnie. Rzecz po prostu w tym, że zapewniono nam lekkie, niedzielne widowisko, a nie jak poprzednio, duże przeżycie filmowe.

Plakat do filmu Gdy dinozaury rządził światem

Na prawdziwą, wysokobudżetową kontynuację Hammerowej sagi o jaskiniowcach i dinozaurach widzowie musieli poczekać do roku 1970, kiedy to do kin wszedł Gdy dinozaury rządziły światem. Był to powrót do koncepcji znanej z Miliona Lat przed naszą erą. Po raz kolejny mieliśmy do czynienia z baśniowym  filmem o prymitywnych ludziach, którzy dopiero zaczęli wykształcać swoją mowę i ich potyczkach z animowanymi dinozaurami.  Ponownie oglądaliśmy potyczki dzikich plemion i romans pomiędzy dzielnym jaskiniowcem i najpiękniejszą blondynką w krainie. I choć bohaterowie byli tym razem już inni, to i tak podczas seansu da się odczuć ducha pierwszego hammerowskiego filmu z serii.

Gdy dinozaury rządziły światem

W realizacji Gdy dinozaury rządziły światem nie brał udziału Ray Harryhausen, który w tamtym czasie pracował nad dość osobliwą produkcją o nazwie The Valley of Gwangi, czyli filmie o Kowbojach, którzy odkrywają dolinę zamieszkałą przez dinozaury (Haryhausen wykorzystał między innymi modele, które pojawiły się już w Milion lat przed naszą erą).Ta produkcja to raczej nic specjalnego, choć warto ją obejrzeć chociażby dla sceny w której kowboje łapią dinozaura na lasso. Niezapomniana rzecz.

Wróćmy jednak do Hammera. Szefostwo wytwórni w obliczu braku dyspozycji legendarnego, zatrudniło do wykonania efektów specjalnych  Jima Danfortha, który wykonał fantastyczną robotę przy animacji dinozaurów. Jego starania nawet doceniła nawet akademia filmowa i Gdy dinozaury rządziły światem zostały nominowane do Oscara w kategorii „Efekty specjalne”. Był to pierwszy i jedyny taki przypadek w historii istnienia wytwórni. Film ostatecznie przegrał z Disneyowskim "Gałki od łóżka i kije od miotły".

Istoty z zapomnianego świata
Rok później widzowie otrzymali kolejną, jak się okazało, ostatnią opowieść Hammera o jaskiniowcach.  Istoty z zapomnianego świata (oryg. The Creatures the World Forgot) pierwotnie trochę mnie wprowadziły w błąd, bo oczekiwałem, że tytułowymi istotami są właśnie dinozaury, a okazało się natomiast, że chodzi o...jaskiniowców. Hammer ponownie postanowił zrobić film bez prehistorycznych gadów, jednego z najważniejszego czynników, który przyciągał widownie do tego typu kina.

Ten kręcony w Namibii film początkowo miał świetne otwarcie, wszystko to dzięki powiązaniom z pierwszym i trzecim filmem z serii. Widownia, która oczekiwała obrazu na podobnym poziomie co poprzednicy wychodziła mocno rozczarowana i dość szybko, za sprawą nieprzychylnych opinii roznoszonych pocztą pantoflową seanse Istot świeciły pustką. Widać, Hammer nie uczył się na błędach.

Julie Ege, odtwórczyni głównej roli kobiecej
 w Istoty z zapomnianego świata
Dinozaury, rzecz jasna, nie były jedynym, co przyciągało dotychczas szeroką publikę. Kolejną, jak się okazało, złą zmianą był nastrój całości, bardziej naturalistyczny, pozbawiony baśniowości poprzedników. Był to ostatni gwóźdź do trumny tej produkcji, bo nawet jeżeli  poprzednie filmy nie zawsze zachwycały przedstawioną historią, to całość ciągnął do przodu odrealniony klimat.

Istoty z zapomnianego świata okazały się być filmem okrutnie topornym, który brutalnie zweryfikował powtarzany przeze mnie frazes, że „Hammer poniżej pewnego poziomu nie schodzi ”. Otóż zszedł i to tak, że nie doczekaliśmy się już kolejnego filmu o jaskiniowcach z tej wytwórni. 

Otrzymaliśmy serię bardzo nierówną, co nie jest jakoś szczególnie bolesne, mając na względzie, że jest to seria wyłącznie tematyczna i na szczęście każdy z tych tytułów można oglądać samodzielnie.