niedziela, 11 września 2016

House of Hammer: Groza w bandażach, czyli o Brytyjskich Mumiach zdań kilka.



Wytwórnia Hammer Films Productions, choć istniała na rynku filmowym od roku 1934 i miała już na koncie dziesiątki produkcji, duży, międzynarodowy sukces odnotowała dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych, za pomocą takich produkcji jak Przekleństwo Frankensteina i Dracula

Hammer, który co prawda wziął na warsztat klasykę literatury grozy, musiał liczyć się z inną, dużo większą wytwórnią: Universal Pictures, właścicielem praw do wielu postaci, które kilkadziesiąt lat wcześniej siały grozę w salach kinowych na całym świecie. To właśnie z powodu możliwego pozwu angielskie monstrum Frankensteina znacząco różniło się wyglądem od tego, które prezentował Boris Karloff, a Dracula z 1958 roku był wyświetlany w Stanach pod zmienionym tytułem, jako Horror of Dracula

Olbrzymi sukces komercyjny tego drugiego filmu doprowadził ostatecznie do podpisania umowy pomiędzy dwiema wytwórniami, czego rezultatem były między innymi prawa do takich tytułów jak Upiór w operze,  niezrealizowany Niewidzialny człowiek, czy właśnie Mumia.

Zanim jednak przejdę do filmów Hammera, myślę że wypadałoby pozostać jeszcze na chwilę w realiach Universal Pictures i przedstawić niektórym z was, którzy jeszcze „klasycznych potworów” nie widzieli, jak przedstawia się sytuacja z oryginalnymi mumiami.

Boris Karloff jako Imhotep
Pierwsza Mumia swoją premierę miała pod koniec roku 1932. Była to opowieść o Imhotepie (w tej roli  Boris Karloff), egipskim kapłanie, który wieki temu został pochowany żywcem za próbę wskrzeszenia swojej zakazanej miłości, księżniczki Ankh es-en-amon. Odnaleziony w latach współczesnych powrócił do życia, zrzucił bandaże i podając się za współczesnego Egipcjanina, starał się zdobyć serce kobiety, która miała być reinkarnacją jego dawnej miłości.

Film przyjął się bardzo dobrze, więc pewne było, że Universal zechce jeszcze w przyszłości zarobić na egipskiej grozie.
Problemem był jednak fakt, że była to zamknięta historia, do której trudno było stworzyć sensowny sequel. Egipskie klimaty zostały więc odłożone na bok i trzeba było poczekać 8 lat na kolejny tego typu film od Universal Pictures. 

W roku 1940 swoją premierę miała Ręka Mumii, swego rodzaju remake poprzedniego filmu. Z wersją z Karloffem Rękę Mumii łączy historia tytułowego antagonisty, zakochanego w księżniczce kapłana, który decyduje się na zakazany rytuał w celu wskrzeszenia swojej miłości. Istnieją jednak spore różnice w sposobie przedstawienia bohatera, gdy już powraca on zza grobu pod postacią egipskiej mumii. 

Kharis, druga mumia od Universal Pictures
Kharis, bo tak w nowej wersji nazywał się kapłan, pozostawał w bandażach do samego końca. Został też obdarty z wolnej woli i czynił przede wszystkim to, co rozkazał mu współczesny egipski kapłan, czyli ukaranie archeologów, którzy splądrowali starożytne grobowce. Film, który również okazał się sukcesem, doczekał się w sumie trzech kontynuacji. Seria podążała bardzo podobną ścieżką, co Universalowskie Frankensteiny: tak jak w kolejnych filmach monstrum pozostawało to samo, a zmieniali się jedynie naukowcy, tak tutaj Kharis za każdym razem powracał na żądanie nowego kapłana. I to właśnie do tej serii filmów Hammer otrzymał od Universal Pictures prawa. 

Historia Kharisa została opowiedziana ponownie w 1959 roku, tym razem właśnie dzięki Brytyjczykom. Ci nie zamierzali podejmować zbędnego ryzyka, więc kolejny raz zatrudniono ekipę, która przyniosła Hammerowi rozgłos. Ponownie reżyserem został Terence Fisher, scenariusz powierzono Jimmiemu Sangsterowi, zaś główne role odegrali już wtedy najważniejsi aktorzy Hammera, Peter Cushing i Christopher Lee. 

Film, zatytułowany po prostu Mumia, ponownie okazał się być dużym sukcesem. Był to najlepszy okres dla wytwórni, gdy to, co robili, było jeszcze bardzo świeże. Widownia, po zachłyśnięciu się atomową tematyką filmów science-fiction, znów była głodna staro-szkolnego horroru, tym razem jednak kolorowego i bardzo bogatego w dekoracje.

Hammerowska Mumia nie doczekała się, w odróżnieniu od Frankensteina, czy Draculi kontynuacji, a przynajmniej nie takiej bezpośredniej. Wypuszczona w 1964 roku do kin w Klątwa grobowca Mumii nie miała fabularnie nic wspólnego ani ze swoim poprzednikiem, ani serią Universala i była samodzielnym filmem, jedynie o podobnej tematyce.

Plakat promujący Klątwę grobowca Mumii.
Tytułowa klątwa polegała rzecz jasna na tym, że profanatorów grobowca czekała nieuchronna śmierć z rąk mumii, która swoją drogą miała prawo mieć żal do odkrywców, gdyż ekspedycja związana z jej transportem na zachód nie miała nic wspólnego z chęcią poszerzenia wiedzy o kulturze Egiptu, a zaledwie chęcią zysku, robiąc z Mumii widowisko dla gawędzi w ramach obwoźnych pokazów za kilka pensów. 

Tym razem Michael Carreras wziął na swoje barki nie tylko funkcję producenta, ale także reżysera i scenarzysty. Oprócz niego, do pracy nad nową mumią wrócił jedynie aktor George Pastell, który ponownie wcielił się w (innego niż poprzednio) Egipcjanina, czciciela starych porządków. 

Klątwa Grobowca Mumii to prawdziwie film klasy B, biedniejszy młodszy brat, w którym brak jakiegokolwiek flagowego nazwiska w obsadzie, poskąpiono bogatszych dekoracji, czy nieco porządniej wykonanej charakteryzacji. Kino, które nie jest w gruncie rzeczy złe, jednak mogące aspirować jedynie do pozycji filmu wspierającego danie główne podczas podwójnych seansów, w tym wypadku Gorgonę Terence’a Fishera.

W tym samym celu powstał zresztą kolejny film. Całun Mumii z 1967 otwierał seanse, których główną atrakcją był Frankenstein stworzył kobietę i dość szybko się okazało, że dostarczanie jakiejkolwiek rozrywki widowni przerastało tę produkcję.

Got milk?
Całun Mumii należy do tej grupy filmów Hammera, o której bardzo mało się mówi. A mówi się mało nie dlatego, że są one jakoś okrutnie podłe, a dlatego że są niestety nijakie i nie są w stanie pozostać na dłużej w pamięci. Być może bardzo trudno wycisnąć coś więcej z kolejnego filmu o Mumii i oglądanie po raz kolejny, jak archeolodzy zmagają się z liczącym kilka tysięcy lat truposzem, który mści się za naruszenie jego (lub jego ukochanego Pana, a tak jest w tym filmie) spokoju musi wiązać się z pewnym znużeniem. A może wina tkwi w tym, że Zarówno Całun Mumii jak i jego poprzednik, stworzone były jako produkcje akompaniujące lepszym filmom i jako takie, potraktowano je przez Hammera po macoszemu. 

Proceder, który zresztą nie musiał mieć miejsca, bo np. tworzone jednocześnie Plaga Żywych Trupów i Kobieta Wąż, również z definicji filmy klasy B, to jedne z najlepszych filmów wytwórni, bardzo charakterystyczne tytuły, do których widownia często wraca. Z Całunu Mumii zapamiętacie wyłącznie żenującą charakteryzację antagonisty.  

Pomysł na odświeżenie serii pojawił się w nowej dekadzie, za co wdzięczni bądźmy nie tyle scenarzystom, co klasycznej literaturze, bo pomocna tu okazała się powieść Brama Stockera A Jewel of Seven Stars. To na jej podstawie powstał scenariusz do filmu.

Krew z grobowca Mumii. Jak przyznał z rozbrajającą szczerością scenarzysta Krwi Christopher Wicking, nazwę tej produkcji zmienili, gdyż tytuł powieści był...zbyt mało horrorowy, więc po prostu wykorzystali typowe słowa kojarzące się z mumiami.

Valerie Leon
Co ciekawe, mumii, takiej w klasycznym tego słowa znaczeniu, w filmie nie uświadczymy.Gdy grupa archeologów odnajduje grobowiec złej królowej Tery, odkrywają, że jej ciało nie tylko nie zostało poddane procesowi mumifikacji, ale jakimś cudem pozostało nienaruszone przez ząb czasu. Fascynacja Terą okazuje się być tak wielka, że profesor Fuchs transportuje ciało do własnego domu w Londynie i buduje w nim sekretną świątynie. Co więcej, jego córka Margareth, która urodziła się w chwili odkrycia Tery, okazuje się być bliźniaczo podobna do złej królowej...

W role Margaret i Tery wcieliła się Valerie Leon, którą Hammer odkrył dzięki dość wyzywającej sesji zdjęciowej. Mierząca 1,80 cm kobieta z pokaźnym dekoltem, ubrana w skórzany strój, który dopełniał trzymany w ręce bicz zrobiła bardzo duże wrażenie na decydentach wytwórni, którzy zgodnie stwierdzili, że Leon ma w sobie coś z okrutnej królowej i idealnie nadaje się do tej roli. Hammer zawsze miał w zwyczaju wybieranie najpiękniejszych aktorek, co potwierdza fakt, że wiele z nich wcześniej, czy później zostawało tak zwanymi „dziewczynami Bonda”. 

Okres zdjęciowy Krwi z grobowca Mumii jest często wspominany jako wyjątkowo nieszczęśliwy. Początkowo rolę profesora Fuchsa, ojca Margareth miał zagrać nikt inny, jak Peter Cushing. Ten jednak opuścił plan po pierwszym dniu zdjęć z powodu złego stanu zdrowia małżonki. Niestety, Helen Cushing zmarła niedługo potem. Zdjęcia wznowiono już z innym aktorem. Rolę Fuchsa przejął aktor Andrew Keir, lecz nie był to koniec kłopotów. Reżyser filmu, Seth Holt zmarł przed ukończeniem zdjęć. Na fotel reżysera wskoczył wtedy Michael Carreras, który dokończył film.


Krwi z grobowca Mumii daleko do prawdziwego klasyka wytwórni i brakuje mu, chociażby mocnej atmosfery wielu starszych produkcji. Możliwe, że wytwórnia, która przez lata raczyła swoją widownie horrorem kostiumowym, nie bardzo potrafiła stworzyć atmosferę grozy w realiach współczesnego Londynu. Przyznać jednak muszę, że ze wszystkich powstałych po pierwszej Hammerowskiej mumii filmów w tej tematyce, ten ogląda się najprzyjemniej. 

Był to  ostatni „egipski” film wytwórni, która w tamtym okresie powoli chyliła się ku upadkowi. Jeśli jednak wyjrzymy poza Hammera, to zauważymy, że filmów o mumiach powstało całkiem sporo, zarówno tych robionych na poważnie, jak i z przymrużeniem oka.