czwartek, 6 października 2016

House of Hammer: Filmy o Baronie Frankensteinie


Wielka Brytania. Druga połowa lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Niewielka wytwórnia Hammer Films Productions wypuszcza do kin film science-fiction The Quatermass Xperiment bazowanego na serialu BBC. Produkcja ta okazuje się być pierwszym po wielu latach starań sukcesem firmy, który otworzył Brytyjczykom furtkę do Amerykańskiego rynku. Hammer nabrał wiatru w żagle i postanowił dać widowni to, czego dawno już nie mieli okazji doświadczyć: prawdziwie klasycznej grozy. W 1957 roku premierę swoją miał pierwszy kolorowy film wytwórni , czyli Przekleństwo Frankensteina. Film który nie tylko zapoczątkował liczącą siedem odsłon serię; nie tylko ukierunkował politykę wytwórni Hammer na wiele lat, ale także rozpoczął renesans horroru po paru dobrych latach dominacji kina science-fiction.

Peter Cushing jako Baron Victor von Frankenstein
Fabuła Przekleństwa nie jest rzecz jasna żadnym zaskoczeniem. Wybierając się zresztą na film mającym nazwisko Frankenstein w tytule, wręcz oczekujemy określonego splotu zdarzeń. Nie oznacza to jednak, że Brytyjczycy nie podeszli do tematu z odpowiednią nutą świeżości. Trzeba jednak powiedzieć, że innowacyjność scenariusza Jimmiego Sangstera wymuszona była przez kruczki prawne.

Powieść Mary Shelley dawno już była klasykiem literatury znajdującym w tak zwanej domenie publicznej (czyli w wielkim skrócie, każdy mógł podjąć się jej adaptacji bez proszenia nikogo o zgodę), jednak nadal trzeba było liczyć się z wytwórnią Universal, która w latach trzydziestych i czterdziestych wyprodukowała niemałą ilość filmów w tej tematyce. Z tego też powodu Sangster musiał szczególnie uważać, by jego scenariusz nie przypominał zbytnio istniejących już filmów.

Plakat promujący film Przekleństwo Frankensteina
Scenarzysta, w wielkim uproszczeniu, odwrócił formułę Universal Pictures, której filmy skupiały się przede wszystkim na monstrum Frankensteina. Kreatura powstała w wyniku eksperymentów doktora pojawiała się w kolejnych odsłonach cyklu, zmieniali się zaś naukowcy i ich pomocnicy, którzy dobierani byli z nizin społecznych. Plugawe i szemrane typki, które podejmowały się brudnej roboty, takiej jak np. kradzież zwłok.

Film Hammera skupiał się z kolei na postaci doktora Frankensteina, genialnego naukowca, który nie zawaha się przed niczym, by osiągnąć swój cel. W tej wersji to on zasługuje na miano prawdziwego potwora, nie zaś kreatura, którą stworzył z części ciał różnych ludzi. Rolę Victora Von Frankensteina powierzono Peterowi Cushingowi, cenionemu aktorowi telewizyjnemu, który niedługo po opisywanym tutaj filmie zaczął regularnie otrzymywać angaże od wytwórni Hammer, co zapewniło mu kilka lat później status ikony kina grozy.

Po lewej: Boris Karloff w ikonicznej charakteryzacji z lat 30.
Po prawej: Christopher Lee jako monstrum w wersji z końcówki lat 50.
Będąc przy temacie kultowych aktorów, obowiązkiem jest wspomnieć, że rolę Monstrum otrzymał tutaj nikt inny jak Christopher Lee. Tak jak w przypadku Cushinga, Przekleństwo Frankensteina było biletem do kariery tego aktora, który do tej pory grywał przede wszystkim niewielkie role i któremu wbijano do głowy, że z jego wzrostem (1,96 cm) kariery nie zrobi. Prezencja aktora okazała się być jednak jego największym atutem i był idealnym kandydatem do roli monstrum. Był to dla niego świetny start, a gdy rok później zagrał Draculę,  cały świat padł na kolana i po dziś dzień wielu ludzi uznaje go za jedynego słusznego odtwórcę tej roli.

Przekleństwo Frankensteina miało ciekawą fabułę, świetnie napisanych bohaterów i rewelacyjny klimat, ale nie należy bagatelizować wpływu koloru na odbiór tej produkcji. Film wyglądał pięknie: piękne były dekoracje, piękna była Hazel Court, ale najpiękniej prezentowała się na obrazie krew. Ilość juchy, jaka pojawia się w tym filmie, nie robi dziś rzecz jasna już na nikim wrażenia i pewnie więcej uświadczy się podczas krwotoku z nosa, ale przy tych filmach należy nanieść poprawkę na zupełnie inne czasy, a wraz z nimi, bardziej konserwatywną widownie. W filmach Hammera istniało sugestywne „gore”. Odrazę budził sam fakt, że Baron tworzy z resztek ciał nowego „człowieka”, a nie widok tego procederu.

Film okazał się być tak dużym sukcesem, że pomimo domyślnie zamkniętego zakończenia (SPOILER: Frankenstein miał zostać ścięty gilotyną ) już rok później w kinach pojawiła się Zemsta Frankensteina, ponownie w reżyserii Terence’a Fishera.

W Zemście Frankensteina nie pojawiało się monstrum.
Przynajmniej nie takie w klasycznym tego słowa znaczeniu.
Victor Von Frankenstein, który cudem uniknął śmierci przeniósł się do innej miejscowości, gdzie pod zmienionym nazwiskiem kontynuował swoje eksperymenty. W swoim dążeniu do celu przestał być tak okrutny i nieprzewidywalny jak w oryginale, co rzecz jasna było zabiegiem celowym. Hammer już wtedy wiedział, że nie porzuci tej postaci zbyt szybko, więc podjęto stosowne kroki, by Frankenstein nie był jednoznacznie negatywną postacią i od tej pory przedstawiano go jako pochłoniętego pracą pasjonata, chłodnego i nieprzystępnego, ale dalekiego od okrucieństwa.

Film prezentował bardzo wysoki poziom, zbliżony do swojego poprzednika, choć okazał się być czymś zupełnie innym. Widzicie, pomimo swojej nazwy, Frankenstein w tym filmie na nikim się nie mści, a jedyne co robi, to prowadzi kolejne badania nad ludzkim ciałem. Co ciekawe, tym razem z powodzeniem przeprowadza transplantacje mózgu i tym samym daje nowe życie częściowo sparaliżowanemu człowiekowi. To najwyższej próby Hammer, dobrze skrojony, klimatyczny, ale nie dostarczający nawet w połowie tyle grozy, co jego poprzednik.

Zdjęcia z nigdy nie wyemitowanego pilota Tales of Frankenstein.
Temu monstrum było najbliżej Universalowskiej wersji.
W czasie powstawania filmu Michael Carreras dopinał umowę z Columbia Pictures w celu zrealizowania serialu o Baronie Frankensteinie. Tales Of Frankenstein, bo tak nazwano tą koprodukcję, miała składać się z 26 odcinków w których Frankenstein (Tym razem nie Peter Cushing, a Anton Diffring, znany chociażby z The Man Who Could Cheat Death i Fahrenheit 451) dokonuje kolejnych eksperymentów. Z planów jednak nic nie wyszło. Przyczyną fiaska miał być fakt, że Columbia Pictures starało się marginalizować wpływ Hammera na tę produkcję, co bardzo nie podobało się Michaelowi Carrerasowi. Ostatecznie powstał jeden, nigdy nie wyemitowany odcinek pilotowy, który obecnie znajduje się w domenie publicznej i można go z łatwością znaleźć w Internecie.

Na kolejną część Frankensteina od Hammera przyszło czekać widzom 6 lat. W międzyczasie wytwórnia podpisała umowę z Universal Pictures, która uprawniała Brytyjczyków do wykorzystywania nie tylko motywów fabularnych z lat 30, ale także do ikonicznej charakteryzacji w której grywał Boris Karloff. I jak pewnie się domyślacie, Hammer skwapliwie z tych możliwości korzystał. W 1964 roku premierę miało Zło Frankensteina w reżyserii Frieddiego Francisa.  

W filmie tym Frankenstein wraca do rodzinnego miasta Karlstadt, by odkryć, że jego pierwsze monstrum nadal żyje. Nie jest jednak w stanie wybudzić go ze stanu śpiączki i postanawia posłużyć się hipnotyzerem Zoltanem, który przejmuje kontrolę nad kreaturą.

Zło Frankensteina często jest wspominane jako jeden z najgorszych filmów z serii i jest tak postrzegany z dwóch przyczyn. Scenariusz, wyraźnie inspirowany Synem Frankensteina z 1939 roku, napisany został tym razem napisany przez Anthony’ego Hindsa (poprzednie stworzył Jimmy Sangster), który był tak zajęty tworzeniem nawiązań do filmów Universala, że zupełnie nie dbał przy tym, by film tworzył spójną całość ze swoimi poprzednikami. Jest to produkcja, z której można było jednak czerpać dużo radości, ale pod warunkiem, że potraktuje się ją jako osobny film, niezwiązany z Przekleństwem i Zemstą Frankensteina.

Monstrum w filmie Zło Frankensteina. Coś zdecydowanie poszło nie tak.

Czego jednak nie dało się wybaczyć filmowcom, to absolutna fuszerka związana z charakteryzacją Monstrum Frankensteina. Pomimo nabytych praw do wizerunku stworzonego przez Jacka Pierce’a charakteryzatorzy z Hammera nie byli w stanie odwzorować wyglądu znanego z filmów Universal Pictures. Co więcej, wygląd  Monstrum sprawia wrażenie zrobionego bardzo niedokładnie, na szybko i prezentuje się nie tylko dużo gorzej niż to co na twarzy nosił siedem lat wcześniej Christopher Lee, ale i Karloff w 1931 roku.



Terence Fisher, reżyser pierwszych dwóch filmów o Frankensteinie powrócił na stanowisko w 1966 roku by nakręcić chyba najbardziej osobliwy film z tym bohaterem. Wydany rok później Frankenstein stworzył kobietę (tytuł nawiązujący do filmu Rogera Vadima I Bóg stworzył kobietę) podzielił widzów i do dzisiaj zbiera skrajne opinie.

Frankenstein stworzył kobietę i to w dodatku niezwykle piękną.
Przyczyną jest między innymi dość niedorzeczna fabułą, w której Frankenstein odkrywa sposób na zatrzymanie na tym ziemskim padole łez ludzkiej duszy po śmierci człowieka. Baron szansę na przetestowanie nowo-utworzonej technologii otrzymuje gdy ginie jego niedawny sługa Hans, a niedługo po nim jego ukochana, schorowana i okaleczona Christina. Baron łączy duszę swojego podopiecznego z ciałem Christiny, która przy okazji została przez Frankensteina zoperowana i przemieniona w piękność. Kobieta stworzona przez Frankensteina początkowo nie pamięta swojej przeszłości, jednak z czasem, gdy zaczyna wybudzać się świadomość Hansa, postanawia ona zemścić się na dawnych oprawcach.

Trivia:Czwarty Frankenstein ma sławnych zwolenników.
 Reżyser Martin Scorsese wymienił film jako jeden ze swoich ulubionych,
zaś Quentin Tarantino jest obecnie jedynym właścicielem 16mm taśmy z filmem
Innym powodem dlaczego nie każdy docenił tą produkcje był fakt, że ze wszystkich filmów o Frankensteinie ten miał w sobie najmniej z horroru, a sam Frankenstein był nadal co prawda postacią kluczową dla popchnięcia fabuły do przodu, jednak umiejscowiony był bardziej z tyłu, po to by widz miał czas polubić, a następnie współczuć Hansowi i Christinie.

Umiejętności Barona w dziedzinie chirurgii polepszały się z filmu na film.
Ostatecznie „Frankenstein stworzył kobietę” okazało się bardziej fantastycznym filmem o zemście aniżeli horrorem, a fani mrocznej, gotyckiej atmosfery musieli poczekać na następną produkcję, która miała być ważnym punktem w serii, gdyż szefostwo Hammera zadecydowało, że „Frankenstein musi zginąć”! Film, właśnie o takim tytule okazał się być jedną z najlepszych odsłon sagi, powrotem bezwzględnego Barona, który ostatnimi czasy zrobił się zbyt potulny. Wiedzcie jedno, oglądając „Frankenstein musi zginąć” oczekujcie, że nasz antybohater znów będzie w stanie zrobić wszystko, byleby osiągnąć swój cel. Tym razem planuje on zdobyć informacje na temat nowej, innowacyjnej metody transplantacji, którą opracował Dr Brandt, który obecnie znajduje się w zakładzie dla obłąkanych.

Zaledwie rok po tej całkiem udanej produkcji wytwórnia Hammer zaproponowała Jimmiemu Sangsterowi by napisał scenariusz do remake’u „Przekleństwa Frankensteina”. Propozycja, którą Sangster postanowił przyjąć, ale tylko pod warunkiem, że sam będzie mógł film wyreżyserować. Dyrekcja wytwórni dała mu zielone światło.

Ralph Bates nie zdołał zaskarbić sobie sympatii widzów jako Baron Frankenstein.
Na zdjęciu z Veronica Carlson i Kate O'Mara.
Ralph Bates, młody i obiecujący aktor, którego publiczność znała już z występu w „Skosztuj Krwi Draculi” zastąpił Petera Cushinga, który nie był już w ogóle brany pod uwagę.

Faktem jest, że Sangster nie chciał odtwarzać klasycznego już filmu i podszedł do powierzonego mu zadania bardzo swobodnie, na tyle  swobodnie, że gdy już „Horror” ujrzał światło dzienne, to nikomu się nie podobał i to do tego stopnia, że dzisiaj wiele osób świadomie pomija ten film, udając że po prostu on nie istnieje. „Horror Frankensteina” opisuje się najczęściej jako nieudany skok w bok, jednorazowa próba odświeżenia serii. Trudno jednak mi ocenić, czy gdyby jednak stało się inaczej i film stał się przebojem, to czy Bates nie zastąpiłby Cushinga na stałe.

Frankenstein tworzy "Potwora z piekła",
Dobry wizerunek serii musiał uratować Terence Fisher, jeden z ojców sukcesu Hammerowego Frankensteina. Powrócił też Cushing, wyniszczony przez żałobę po żonie, zmizerniały, zmuszony do noszenia nienaturalnie wyglądającej peruki, nadal jednak zachwycający warsztatem i charyzmą.

W „Frankenstein i potwór z piekła” Baron prowadzi praktykę w szpitalu psychiatrycznym, idealnym miejscu do kontynuowania swoich badań,  dającym mu możliwości korzystania z zamkniętych w ośrodku pacjentów jako materiałów do utworzenia kolejnego monstrum. Tytułowy potwór z piekła jest wynikiem połączenia genialnego umysłu profesora z groteskowym, przypominającym małpę ciałem mordercy, kombinacja niezwykle niebezpieczna.

Potwór z "piekła".

Nakręcony w 1972 roku film publika obejrzała dopiero dwa lata później i jak się okazało, było to nie tylko zakończenie wieloletniej sagi, ale także jeden z ostatnich filmów wytwórni, która od jakiegoś czasu chyliła się ku upadkowi. Frankenstein był najważniejszą, obok Draculi serią Hammera i zdecydowanie tą równiejszą, niemal zawsze prezentującą wysoki poziom. Brytyjczykom udało się na pewno dokonać jednej rzeczy: tak jak Universal Pictures uczyniło Borisa Karloffa ikonicznym monstrum, tak Hammer Films stworzyło najlepszego profesora Frankensteina, jaki kiedykolwiek pojawił się w filmie. Chwała Peterowi Cushingowi, chwała Hammer Films.