House of Hammer: Jak oszukać śmierć i zachować wieczną młodość, czyli "The Man Who Could Cheat Death"



Dr. Georges Bonnet jest słynnym francuskim lekarzem, który w wolnych chwilach poświęca się sztuce rzeźbiarstwa. W obu specjalizacjach osiągnął już poziom mistrzowski, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę ile czasu spędził na szlifowaniu swoich umiejętności. Bonnet jest bowiem człowiekiem, który oszukał śmierć. Za pomocą skomplikowanych operacji sukcesywnie przedłużał swój żywot, co pozwoliło mu sięgnąć wieku 104 lat, wyglądając przy tym na mężczyznę po trzydziestce.

The Man Who Could Cheat Death powstał w okresie największego rozkwitu wytwórni Hammer, gdy ta przyczyniła się do powrotu gotyckiego horroru do kin na całym świecie. Zalew nowych pozycji (film wypuszczono w tym samym roku co The Hound of the Baskevilles i The Mummy) spowodował, że  The Man Who Could Cheat Death przeszedł raczej niezauważony i dziś należy do filmów raczej zapomnianych, których z trudem spotkać w jakichkolwiek rankingach typu „Top 10”.


Scenariusz powstał na podstawie sztuki The Man In Half Moon Street Barrégo Lyndona, która zresztą została przeniesiona na srebrny ekran w 1945 roku. W pewnym sensie było to bardziej “naukowe” podejście do historii Doriana Graya, starające się “racjonalnie” wytłumaczyć, jak człowiek może znacząco przedłużyć swoją młodość.

Do tego celu potrzebne są doktorowi gruczoły przytarczyczne, które po przeszczepie zapewniają Bonnetowi dodatkowe 10 lat życia. Wymóg kolejnych zabiegów popycha głównego bohatera do straszliwych zbrodni, zwłaszcza że gruczoły uzyskiwać musi z dopiero co zmarłych ciał. Na szczęście dla niego, będąc wziętym rzeźbiarzem, nie może narzekać na obecność w swoim życiu pięknych kobiet, które pragną stać się jego muzami...


Jimmy Sangster, przygotowując scenariusz do filmu, wprowadził kilka zmian względem oryginalnej sztuki, takie jak miejsce akcji, czy nawet samych bohaterów. Czego jednak nie zrobił, to przetłumaczenie skryptu sztuki teatralnej na scenariusz filmowy w przystępny dla widza sposób, przez co The Man Who Could Cheat Death niejednokrotnie sprawia wrażenie bardziej teatru telewizji, niż kinowego widowiska. Zdecydowanie przegadany, z akcją rozgrywającą się niemalże wyłącznie w domu głównego bohatera, z bardzo teatralną grą Antona Diffringa, odtwórcy Dr. Bonneta.

Początkowo planowano, by w tę rolę wcielił się Peter Cushing, który jednak zrezygnował z udziału w tej produkcji. I dobrze, bo chociaż to zdecydowanie lepszy aktor, to bardzo nie pasował on do roli próżnego, zawładniętego pragnieniem wiecznej młodości bohatera. Po prostu, nie ta aparycja i nie ten wiek.


Mało atrakcyjna forma mogła być powodem dlaczego TMWCCD nie zdobył takiej popularności jak pozostałe produkcje Hammera z tamtego okresu. Kameralności filmu nie powinno się kojarzyć jednak z nudą, bo sama historia, choć dość oczywista w swoim przebiegu, ciekawi na tyle, że 82 minuty seansu przemijają dość szybko.

Do filmu zatrudniono tych samych fachowców, co przy największych hitach Hammera, w tym reżysera Terence’a Fishera i operatora Jacka Ashera, którzy zadbali o to, by nawet tak skromna produkcja jak ta, prezentowała się należycie. Sztuka ta, rzecz jasna, wyszła im bardzo dobrze, a TMWCCD w kontekście ujęć i świateł można spokojnie prezentować jako sztandarowy przykład tego, jaki Terence Fisher miał wpływ na takich twórców jak np. Mario Bava.


The Man Who Could Cheat Death jak najbardziej zasługuje na rekomendacje, choć wydaje mi się, że docenią tę produkcję przede wszystkim ludzie mający już doświadczenie z filmami Hammera, którym apetyt na tego typu kino rósł w miarę jedzenia. Reszta niech nadrabia bardziej oczywiste pozycje.