poniedziałek, 16 stycznia 2017

Tyburn Film Productions: historia pewnej wytwórni



Wielka Brytania w ruinach

Lata 70 ubiegłego wieku to koniec pewnej ery dla brytyjskiego horroru. Konkurencja ze Stanów Zjednoczonych z jednej strony zaatakowała rynek wysokobudżetowymi produkcjami pokroju Egzorcysty, czy Omen, a z drugiej zdecydowanie brutalniejszym kinem, które reprezentowała, chociażby Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną. Brytyjskie wytwórnie filmowe nie były w stanie konkurować z tymi tytułami na gruncie finansowym, a i jak się okazało, nie bardzo potrafiły nadążyć za bardziej wulgarnym tonem produkcji zza oceanu.

The Land that Time Forgot z 1975 roku.
Produkcja Amicusa.
Już w 1973 roku produkcji kolejnych filmów zaprzestała wytwórnia Tigon British Film Productions, odpowiedzialna między innymi za takie tytuły jak Witchfinder General, czy Blood on Satan’s Claw, poświęcając się na kilka lat jedynie dystrybucji filmowej, by ostatecznie zniknąć na dobre w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. 

Amicus Productions nadzieję na przetrwanie pokładało w produkcji fantastycznych filmów na kanwie powieści Edgara Rice-Burroughsa, co okazało się być dobrym finansowo zagraniem i pewnie zagwarantowałoby to wytwórni jeszcze parę dodatkowych lat istnienia, gdyby nie narastające konflikty pomiędzy Miltonem Subotsky’m i Maxem Rosenbergem, założycielami wytwórni, których rezultatem było zakończenie działalności w 1977.

Nie najlepiej też radził sobie największy gracz na arenie, czyli Hammer Films, który po serii nierentownych filmów zamienił sale kinowe na niewielkich rozmiarów szklane ekrany umieszczone w domowych salonach. W latach 1980-1984 Hammer wyprodukował dwie serialowe antologie dla telewizj, po czym Hammer Films przestało istnieć na wiele lat.

Nowa…nadzieja?

Kevin Francis.
Prawda, że radosny jegomość?
Co ciekawe, w tak bardzo nieprzyjaznych dla klasycznego horroru czasach, na rynku pojawiła się nowa wytwórnia, która miała na celu kontynuowanie spuścizny swoich poprzedników- Tyburn Film Productions. Swoją nazwę zawdzięczała miejscowości Tyburn w hrabstwie Middlesex, które do historii Wielkiej Brytanii przeszło jako główne miejsce egzekucji zarówno londyńskich kryminalistów, jak i katolików.

Założycielem wytwórni był Kevin Francis i jeżeli to nazwisko wydaje się wam dziwnie znajome, to wiedzcie, że wszelkie skojarzenia z Freddiem Francisem są jak najbardziej prawidłowe. Jest on bowiem synem tego uznanego operatora i reżysera, co nie jest bez znaczenia dla kierunku kariery, jaki obrał młody Kevin. Były pracownik rzeźni, pracę  w wytwórni Hammer otrzymał właśnie dzięki ojcu, początkowo pełniąc funkcję chłopca na posyłki, później awansując na stanowisko kierownika produkcji. Po zakończeniu pracy w wytwórni, a następnie przy pythonowskim A teraz coś z zupełnie innej beczki, ostatecznie przeszedł na swoje w 1973, próbując wyżyć z tego, co kochał najbardziej, czyli klasycznych, brytyjskich horrorów.


Trzy próby

Plakat promujący Persecution.
Pierwszy film Tyburn swoją premierę miał w 1974. Persecution, w Stanach znany jako Terror of Sheba opowiadał historię Davida, zdominowanego przez swoją matkę młodzieńca, który pomimo założenia swojej własnej rodziny, nie był w stanie uwolnić się z wpływów matki. Motyw nienawiści do własnego dziecka i sukcesywnego niszczenia mu życia, gdyby tylko był przemyślany i dobrze rozpisany na postacie, mógłby widzów fascynować i budzić w nich szereg emocji, od oburzenia, po współczucie.

Niestety, w parze z dość durnym scenariuszem (SPOILER: David jako dziecko utopił z zazdrości jej kota. Ta więc w odwecie doprowadza po latach do śmierci własnego wnuka i żony syna) idą ślamazarność wykonania i brak jakiegokolwiek zaangażowania zatrudnionych w produkcję aktorów (Ralph Bates w roli głównej osiąga w tym filmie apogeum nijakości). Rezultatem końcowym był po prostu okrutnie nieciekawy seans, pozbawiony zarówno większych zalet, jak i wad tak uwydatnionych, by ktokolwiek chciał tę produkcję oglądać ze „złych” powodów.

Rok później swoją premierę miał The Ghoul aka The Thing In the Attic, który w odróżnieniu od swojego poprzednika był dużo bliżej tego, co osiągnąć chciał Kevin Francis  za pomocą swojej wytwórni. Była to klasyczna historia, bardzo zbliżona do tego co produkował w swoich najlepszych latach Hammer Films.

Za fabułę odpowiadał Anthony Hinds (pod swoim stałym pseudonimem John Elder), jeden ze stałych współpracowników Hammera, który dostarczył Francisowi jeden ze scenariuszy, które wytwórnia Jamesa Carrerasa swego czasu odrzuciła. Oglądając The Ghoul, można dość szybko zrozumieć, dlaczego Hammer nie chciało tej historii zrealizować. Problemem nie była sama jakość scenariusza, a fakt, że wraz z rozwojem fabuły, The Ghoul coraz bardziej zaczyna przypominać jeden z klasyków Hammera, czyli The Reptile ( u nas znany jako Kobieta Wąż) i to do tego stopnia, że Hinds w niektórych momentach ociera się o auto-plagiat.

A któż to taki? Toż to znany angielski aktor John Hurt!
Zdjęcie z The Ghoul.
Scenarzysta nie jest zresztą jedyną personą, która łączy The Ghoul z Hammer Films. Za reżyserię filmu odpowiadał Freddie Francis (w końcu synowi się nie odmawia), muzykę skomponował również pracujący dla Hammera Harry Robertson (m.in. Trylogia Karnstein, Countess Dracula), obsadę zaś uzupełniała między innymi Veronica Carlson, a także osoba, na której młodemu Francisowi najbardziej zależało, czyli Peter Cushing.

The Ghoul, chociaż strasznie odtwórczy i momentami wręcz proszący o nieco szybciej przebiegającą akcję, jest najlepszym filmem, jaki mogła zaproponować wytwórnia Tyburn, zasługującym na pochwałę, chociażby ze względu na atmosferę równie gęstą co mgła spowijająca okolice posiadłości granego przez Cushinga Dr. Lawrence’a, jednego z bohaterów filmu.

Legend of the Werewolf.

Jeszcze w tym samym roku Freddie Francis wyreżyserował dla syna kolejny horror. Scenariusz do Legend of the Werewolf, który dostarczył Anthony Hinds, ponownie był pomysłem niezrealizowanym niegdyś przez Hammera. Oryginalny skrypt miał być nieformalnym sequelem do filmu The Curse of the Werewolf z Oliverem Reedem w roli głównej. Gdy jednak film okazał się nie być hitem na miarę Draculi, czy Frankensteina, Hammer porzucił plany realizacji kolejnych produkcji w tej tematyce.

Legend of the Werewolf.

Tytułowym wilkołakiem był Etoile, sierota wychowany w pierwszych latach życia przez wilki, następnie szukający domu wśród ludzi, jako cyrkowiec, a następnie jako pracownik zoo. Przeszkodą w spokojnym życiu jest rzecz jasna wilkołactwo, pod którego wpływem Etoile staje się żądnym krwi potworem, zostawiającym po sobie liczne, zmasakrowane ofiary.

Legend of the Werewolf był jak najbardziej poprawnym filmem, zdolnym do umiarkowanego zaciekawienia odbiorcy przedstawioną historią. Brakowało mu jednak głównej zalety swojego poprzednika, czyli dobrze utkanej atmosfery. Nie bez znaczenia był tu bardzo mały budżet i wynikające z niego niezwykle biedne dekoracje. W filmie zawodziła także muzyka, tak typowa dla gatunku, jak to tylko możliwe, a przez to w ogóle nie zapadająca w pamięć.

Był to ostatni „duży” film wytwórni. Nie potrafiąc utrzymać się na rynku, Tyburn zaprzestało produkcji kolejnych kinowych produkcji. Nie był to jednak koniec przygody z Kevina Francisa z filmem, który postanowił zwrócić się ku telewizji.

Tyburn na szklanym ekranie

Na pierwszy telewizyjny film Tyburn przyszło czekać aż 9 lat. Francis początkowo planował wyprodukować kolejną wersję Psa Baskerville’ów, jednak po nieudanych próbach otrzymania praw do adaptacji powieści, postawił na autorską fabułę o Sherlocku Holmesie. W rolę słynnego detektywa ponownie wcielił się Peter Cushing. W tej historii Holmes powraca z emerytury, by odnaleźć młodego niemieckiego księcia i zapobiec w ten sposób wojny pomiędzy Niemcami a Wielką Brytanią.

Peter Cushing i John Mills jako Sherlock Holmes i dr. Watson.
Panowie może i w sędziwym wieku, nadal jednak mają w sobie iskrę.
The Masks of Death z 1984 broni się przede wszystkim aktorsko. Oprócz rewelacyjnego Cushinga świetną robotę wykonał John Mills w roli dr.  Watsona. W filmie uraczymy też Antona Diffringa (The Man Who Could Cheat Death) w roli tajemniczego Hrabiego Uda Von Felsecka. Reżyserii podjął się Roy Ward Baker, którego możecie kojarzyć z filmów takich jak Scars of Dracula, czy The Vampire Lovers.

Kolejną produkcję telewizyjną Tyburn dostarczył już rok później. Murder Elite był jedynym filmem, który wyraźnie odcinał się  od spuścizny pozostawionej przez dawnego pracodawcę Francisa i w który nie był zaangażowany żaden dawny pracownik Hammera. Była to współczesna historia, której punktem zaczepnym był konflikt pomiędzy dwiema siostrami o spadek pozostawiony przez ojca, którego rozwiązaniem miało być po prostu wyeliminowanie tej zbyt roszczeniowej strony Niestety, jedyną rzeczą przykuwającą uwagę w tym telewizyjnym dreszczowcu jest sam tytuł.

Trzeba w końcu ze sceny zejść…pokonanym.

Tyburn istniał jeszcze parę następnych lat, choć może stwierdzenie, że wytwórnia przeszła w stan uśpienia, byłoby bardziej adekwatne. Po Murder Elite firma Francisa nie wypuściła już żadnego filmu fabularnego. Ostatnią produkcją Tyburn Film Productions był film dokumentalny, hołd dla Petera Cushinga, wypuszczony w 1989 roku Peter Cushing: A One-Way Ticket to Hollywood.

Peter Cushing: A One-Way Ticker to Hollywood

Historia Tyburn Film Production jest historią niepowodzeń. Próbą wywalczenia swojego kawałka tortu w momencie, gdy na talerzu zostały jedynie same okruchy. Być może największym problemem okazało się to, że Kevin Francis nie planował wprowadzać do brytyjskiego kina nowej jakości. Jedyną ambicją producenta było zrobienie z Tyburn nowego Hammera, jakby na przekór niesprzyjającym trendom. Zupełnie niedostosowane do nowych czasów filmy, okazały się bez wyjątku klapami finansowymi. Filmografia Tyburn nie zyskała też większego uznania po latach i nie doczekała się choćby skromnego wydania na DVD.