House of Hammer: Hands of the Ripper albo Ręce, które mordują. Przeczytaj jak trauma z dzieciństwa zamienia to cud dziewczę w maszynę do zabijania.



Londyn końca XIX wieku nie należał do najbezpieczniejszych miejsc, w których mogła znaleźć się kobieta, zwłaszcza ta wykonująca najstarszy zawód świata. Jesienią 1888 roku w dzielnicy Whitechapel doszło do serii makabrycznych morderstw prostytutek, które zostały dokonane z chirurgiczną precyzją. Tajemniczego mordercę wkrótce nazwano Kubą Rozpruwaczem i niemalże z miejsca stał się postacią wręcz mityczną. Nigdy nierozwiązana tajemnica związana z mordercą stała się pożywką dla popkultury, pożywką dającą niezwykle obfite plony, rozciągające się od literatury, przez teatr, operę, czy też wreszcie komiks i film.


Co ciekawe, typowego filmu o Kubie Rozpruwaczu wytwórnia Hammer nigdy nie zrealizowała, jedynie z rzadka wykorzystując pewne motywy związane z tą postacią. W 1950 roku, czyli na siedem lat przed zaistnieniem Hammera w masowej świadomości, postać ta wspomniana została w A Room to Let. W filmie tym grupka sąsiadów podejrzewała, że jeden z lokatorów mógł być słynnym mordercą. Doniesienia o Rozpruwaczu szefostwo Hammera ponownie wykorzystało dopiero w 1971 roku, w dwóch filmach. Jednym z nich jest Dr Jekyll & Sister Hyde, w którym to właśnie zaburzony osobowościowo doktor był słynnym mordercą z Whitechapel. Drugą pozycją zainspirowaną się tą tematyką jest właśnie Hands of the Ripper.


Słowo “inspiracja” to słowo klucz w przypadku opisywanej tutaj produkcji. Morderstwa Rozpruwacza są bowiem jedynie gruntem pod nową, autorską historię. Wyobraźcie sobie zatem, że dziecko mogło być świadkiem jednego z popełnionych przez niego morderstw. Jaki wpływ mogłoby mieć takie zdarzenie na tak młody, wrażliwy umysł?

Odpowiedzi na to pytanie próbuje odszukać dr John Pritchard, psychiatra z powołania, który przygarnia pod swoje skrzydła Annę, młodą sierotę, jedną z pośrednich ofiar Kuby Rozpruwacza. Chęć pomocy przynosi jednak katastrofalne skutki, ponieważ pod wpływem odpowiednich bodźców, w Annie budzą się mordercze odruchy, zamieniając ją w tytułowe “ręce rozpruwacza”. Jednocześnie historia opowiedziana została w taki sposób, byśmy nie mieli stuprocentowej pewności co do tego, czy zachowanie Anny jest spowodowane traumą, czy  może raczej została opętana przez samego Rozpruwacza.


Jest to zdecydowanie jeden z najbrutalniejszych filmów Hammera (wynik starań utrzymania się wytwórni na rynku) i tak jak to bywało, chociażby w produkcjach ze słonecznej Italii, jeżeli na ekranie pojawia się jakikolwiek ostry przedmiot, to możemy być pewni, że zostanie on użyty jako narzędzie morderstwa.

Brutalne sceny dodają tempa obrazowi i bywają przyjemnym ozdobnikiem produkcji (no i nie oszukujmy się. Czy ktoś oczekiwałby na tym etapie historii kinematografii bezkrwawego filmu o Kubie Rozpruwaczu?) , choć nadal tym kinem rządzi przede wszystkim prosta, aczkolwiek interesująca historia i dziewiętnastowieczny klimat. Przyznam też, że Hands of the Ripper nie porwało mnie od razu. To raczej przykład filmu, do którego sympatia wzrasta wraz z kolejną minutą seansu, by zaserwować nam jedno z najlepszych i najbardziej emocjonujących zakończeń w historii Hammer Horroru.



Hands of the Ripper powstało jako film klasy B, nakręcony wyłącznie po to, by wspierać Twins of Evil podczas hammerowych Double Feature i jak można by się tego spodziewać, pozostał w cieniu bardziej promowanego filmu. Z tego samego powodu nie zobaczymy tutaj żadnych znanych nam twarzy, co nie jest jednak w żadnym wypadku wadą filmu, bo nie było tak, że jedynymi wielkimi aktorami wytwórni byli Cushing i Lee. W przypadku Hands of the Ripper prawdziwą gwiazdą jest Eric Porter, znany chociażby z serialu BBC Saga Rodu Forsyte’ów, który zachwyca autentycznością odegrania swojej roli. Był to drugi (pierwszym był The Lost Continent) i ostatni film, w którym wystąpił on dla wytwórni Hammer.



Niestety, po czterdziestu sześciu latach od premiery, film zdaje się pozostawać w dużej mierze ignorowany przez fanów staroszkolnej grozy, na co w mojej opinii, zdecydowanie nie zasługuje. Być może, jeśli zdecydujecie się na seans, Hands of the Ripper nie stanie się waszym ulubionym Hammerem, ale szczerze wątpię, ktokolwiek, kto lubi filmy wytwórni mógł kręcić nosem. Dla mnie to zapomniana perełka.

Brak komentarzy: