sobota, 2 września 2017

Wyzwanie Mario Bavy: Black Sunday aka Mask of Satan


Koniec lat 50. Widowisko The Giant of Marathon, które Mario Bava musiał dokończyć za Jacquesa Tourneura, okazuje się sukcesem. To już trzeci film w ostatnim latach, którego produkcję uratował, cichy bohater, skromny operator filmowy ukryty w cieniu reżyserów, za których zmuszony był dokańczać pracę. Ciężka harówka w końcu się jednak opłaciła i wraz z nową dekadą przyszła możliwość pracy na własny rachunek.

Zainspirowany Viyem Nicolai'a Gogola Włoch postanowił, że jego pierwszy samodzielny film powinien być gotyckim horrorem. To naturalny kierunek, w którym mógł pójść Bava po filmie I Vampiri, którego najmocniejszym elementem były właśnie elementy gotycyzmu. Tym razem jednak można było pójść na całość dzięki umiejscowieniu akcji w XIX-wiecznej Mołdawii.

Bava trafił zresztą na idealny moment, by takie dzieło wypuścić. Modę na kostiumową grozę przywróciła już wytwórnia Hammer, a niedługo przed premierą debiutu Włocha wielkim hitem była Zagłada Domu Usherów. Co ciekawe, wspomniane już przeze mnie I Vampiri swoją premierę miało na miesiąc przed Przekleństwem Frankensteina, jednak to właśnie angielska produkcja odpowiedzialna była za rewitalizacje gatunku.

Film wypromował młodą angielkę Barbarę Steele, która przez następne parę lat występowała głównie we włoskim kinie grozy. Aktorka zasłynęła z umiejętności grania zarówno niebezpiecznych femme fatale, jak i dam w opresji i dzięki czemu często występowała w podwójnych rolach.

Black Sunday zawsze sprawiało na mnie wrażenie filmu starszego, niż jest w rzeczywistości, łączącego w sobie najlepsze elementy zarówno klasycznych horrorów od Universal Pictures, jak i nowego, bardziej odważnego (czyt. krwawego) podejścia Brytyjczyków od Hammera. Ten kręcony w czerni i bieli film zachwyca klasą i umiejętnością tworzenia atmosfery. Bava, jako niespełniony malarz, duży nacisk kładł na wizualny aspekt filmu, tworząc skuteczną iluzję przepychu dzięki wspaniałej scenografii, zdjęciom przywołującym na myśl obrazy i pracy świateł. Być może dziwnie jest czytać o czarno-białym filmie, że zachwyca swoim kolorytem, ale chyba trudno o bardziej trafne określenie tego, co widzimy na ekranie. Prawdziwa wizualna uczta.

Fakt, że film kręcono z myślą o czarno-białym obrazie nie oznaczał, że nie przykładano uwagi do koloru na planie. Wręcz przeciwnie, odpowiednie oświetlenie pomagało w uzyskaniu pożądanego efektu w palecie monochromatycznej. Kilkanaście lat po premierze filmu zaproponowano Bavie, by wypuścić nową, kolorową wersję filmu. Reżyser jednak odmówił.


I tak jak postać wiedźmy granej przez Barbarę Steele potrafiła wpływać na umysły innych, tak film i otaczająca go aura zdaje się mieć silne oddziaływanie na widza, nie pozwala o sobie zapomnieć, namawia do kolejnego seansu i zajmuje ważne miejsce w sercu każdego, który podda się jego urokowi. Do Black Sunday można zapałać najprawdziwszym uczuciem, choć nie będę ukrywał, że w moim przypadku to nigdy nie była łatwa miłość.


Black Sunday nie jest najciekawszym filmem tego reżysera. Jego niezbyt pośpieszne tempo niejednokrotnie bywało nużące i zniechęcało do kontynuowania seansu i do końca trzymał mnie jedynie klimat i perfekcyjność realizacji. Nigdy jednak nie byłem w stanie odmówić kolejnej próby obejrzenia tego filmu, którego w końcu udało mi się docenić w pełni, choć dopiero po czwartym seansie.

Wielkim miłośnikiem kunsztu Bavy jest reżyser Tim Burton. Black Sunday to jeden z jego ulubionych filmów. Mam dziwne wrażenie, że dla wielu to będzie wystarczający powód, by po ten film sięgnąć.

Złudne jest pierwsze wrażenie, że stare niskobudżetowe horrory są synonimem prostej, odmóżdżającej rozrywki. Kontakt z takim kinem potrafi być w rzeczywistości obcowaniem ze sztuką, a ta najlepiej przemawia do człowieka w określonych warunkach. Black Sunday to idealny film do oglądania wieczorem, w samotności, gdy za oknem szaleje potworna wichura, a my musimy odgonić mroczne myśli kołatające się w głowie. Uzbrojeni jedynie w ciepły koc i stanowczo zbyt mocną, czarną jak smoła kawę zostaniemy wessani do poetyckiego, tajemniczego świata, w którym niepodzielnie rządzi piękna Barbara Steele

Brak komentarzy: