piątek, 1 czerwca 2018

William Castle i jego niesamowite chwyty marketingowe cz 2: Film tak straszny, że umrzesz w kinie


William Castle był producentem i reżyserem niskobudżetowych dreszczowców, który pod koniec lat 50 XX w. szczególną sławę zyskał dzięki nieszablonowym sposobom promocji swoich filmów. Tym sposobem tanie, często niepozbawione wad, niezależne produkcje przyciągały na seanse tłumy W poprzednim tekście (Dziewczyna, która powiedziała “nie” Hitlerowi) mogliście przeczytać o zaangażowaniu Castle'a w teatr. Dziś z kolei przyjrzymy się początkom jego kariery reżyserskiej, a także zadziwiającemu i niezwykle efektywnemu zabiegowi promocyjnemu, który towarzyszył podczas premiery pierwszego niezależnego dreszczowca naszego bohatera.

niedziela, 27 maja 2018

Najlepsze rzeczy przychodzą trójkami. Jak Vincent Price poznał Christophera Lee i Petera Cushinga



Tekst pierwotnie ukazał się na łamach portalu pulpkulturowego Kinomisja.pl  27 maja 2017 roku.  


Koniec maja zdaje się być wyjątkowym czasem dla fanów klasycznego horroru. 26 i 27 dnia tego miesiąca swoje urodziny obchodziłyby aż trzy ikony kina grozy: Vincent Price, Peter Cushing i Christopher Lee. Zagraniczny fandom ukuł z tej okazji stwierdzenie, że najlepsze rzeczy przychodzą w trójkach, zazwyczaj przyozdabiając w ten sposób dawne materiały promocyjne, w których pojawiali się ci panowie. Co jednak najciekawsze, na niesamowitym zbiegu okoliczności i miłości fanów do całej trójki ten fenomen się nie kończy, bo panowie Price, Cushing, i Lee w życiu prywatnym byli oddanymi sobie przyjaciółmi.

wtorek, 1 maja 2018

The Wicker Man: Kult nad kultami


Pierwszy Maja to wyjątkowy dzień wśród wielu ludów europejskich, będący czasem celebracji nadejścia wiosny. W przypadku mieszkańców Zjednoczonego Królestwa świętowanie wiąże się między innymi z wybraniem tak zwanej Majowej królowej, młodej i niewinnej dziewczyny, która na ten wyjątkowy czas stawała się personifikacją wiosny. Tradycja ta wywodzi się rzecz jasna z czasów przedchrześcijańskich, gdy ów święto istniało w świadomości Celtów przede wszystkim pod nazwą Lá Bealtaine, która oznacza “ognie Belenusa”. Wierzono wtedy, że płomień nie tylko oczyszcza dusze, ale także przynosi płodność. Rozpalano zatem ogniska, przy których pary przyrzekały sobie wierność, zwierzynę zaś zaciągano jak najbliżej, tak by dym uchronił je od chorób. 

Wiklinowy człowiek
wyobrażenia z XVIII wieku
Inną tradycją kojarzoną z Celtami i kultem ognia jest figura Wickermana, wiklinowego giganta wznoszonego w celach rytualnych. Po tym, jak jego wnętrze wypełniono zwierzyną, zostawał on podpalany jako ofiara mająca na celu pomoc w zebraniu pomyślnych plonów. Rzymskie źródła podawały, że oprócz bydła i ptactwa palono w nich także ludzi, co mogło być oczywiście plotką rozprzestrzenianą w celach propagandowych, coś warto wziąć pod uwagę, zwłaszcza że nie istnieją żadne niezbite dowody na tego typu praktyki wśród druidów. Nie zmienia to jednak faktu, że tego typu podania pobudzają ludzką wyobraźnię. Beiltaine jako święto jest obecnie mocno promowane wśród irlandzkich i szkockich rodzimowierców, pragnących przywrócić dawne, przedchrześcijańskie tradycje. Czy dopuścilibyście możliwość, że ci ludzie są skłonni poświęcić Was w imię pogańskich bóstw i spalić w przerażającym wiklinowym człowieku? 

W 1967 roku taka historia pojawiła się w powieści pod tytułem Rytuał spod pióra Davida Pinnera, która to kilka lat później stała się podstawą do fabuły jednego z najbardziej kultowych brytyjskich filmów wszechczasów. Dzisiejszy, majowy tekst poświęcam Wicker Manowi z 1973 roku.

poniedziałek, 5 marca 2018

William Castle i jego niesamowite chwyty marketingowe cz 1: Dziewczyna, która powiedziała "nie" Hitlerowi








William Castle był producentem i reżyserem niskobudżetowych dreszczowców, który pod koniec lat 50 XX w. szczególną sławę zyskał dzięki nieszablonowym sposobom promocji swoich filmów. To dzięki nim tanie, często niepozbawione wad, niezależne produkcje przyciągały na seanse tłumy. O niektórych z nich, np. "The House on the Haunted Hill", czy "The Tingler" pewnie już słyszeliście, ale pozwólcie, że o nich będzie nieco później. Dziś historia początków geniusza filmowego marketingu, historia, która sięga do czasów zaangażowania Williama Castle w teatr.


Historia przedstawiona poniżej pojawiła się w autobiografii reżysera  pod tytułem “Step Right Up!...I’m Gonna Scare The Pants Off America” pierwotnie wydanej 1976 roku. Zalecałbym czytanie treści poniżej z przymrużeniem oka: William Castle lubował się nie tylko w zaskakiwaniu publiczności ale także w licznych kłamstewkach, które pomagały mu w karierze. Nie byłbym szczególnie zdziwiony, gdyby okazało się, że jego wspomnienia zostały nieco podkoloryzowane dla lepszej lektury. 

środa, 7 lutego 2018

Czy The Cloverfield Paradox to rzeczywiście taki straszliwy gniot?


W Styczniu 2008 premierę miał Cloverfield, który na warsztat wziął kiczowatą tematykę kaiju i dostosował ją pod współczesne i nieco “poważniejsze” gusta. Film otrzymał dość dobre oceny, zwłaszcza wśród krytyków, którzy chwalili za realistyczne podejście do konwencji i odwoływanie się do traumy związanej z atakami terrorystycznymi z 11 września. Osiem lat później w kinach pojawił się jego duchowy następca: Cloverfield Lane 10, który zebrał podobne reakcje, choć ze względu na totalnie wywrotowe zakończenie, wielu widzów kończyło seans z dużym niesmakiem. Jest rok 2018, nie tak dawno temu minęło dziesięciolecie Cloverfield i totalnie znienacka na platformie Netflix pojawił się trzeci film z serii, który niemal z marszu na pewnym słynnym portalu otrzymał status zgniłego pomidora. Ja z kolei zastanawiam się, czy to nie raczej całkiem smaczny kiszony ogórek.

wtorek, 30 stycznia 2018

William Hope Hodgson- Szalupy z "Glen Carrig"



“Jeżeli chodzi o poważne podejście do nierzeczywistego, to Pan Hodgson prawdopodobnie ustępuje wyłącznie Algernonowi Blackwoodowi. Niewielu też jest w stanie dorównać Mu w zapowiadaniu nadejścia nienazwanych mocy tudzież oblegających monstrualnych bytów za pomocą zdawkowych wskazówek i nieznacznych detali”


H.P. Lovecraft, Nadnaturalny horror w literaturze

sobota, 6 stycznia 2018

Dark Waters a.k.a. Temnye vody (1993)



Tekst ten pojawił się pierwotnie w formie jednoakapitowej notki wchodzącej w skład redakcyjnej wyliczanki Halloween Horror Show III na kinomisja.pl. Mam jednak poczucie, że film zasługuje na to, by napisać o nim nieco więcej, czego rezultat znajduje się poniżej. Oryginalną wersję znajdziecie natomiast tutaj.


Nie wyobrażam sobie rozmowy o horrorze, w której pominięta byłaby postać H.P. Lovecrafta. Zasługi Samotnika z Providence na rozwój tego gatunku, zarówno w formie literackiej, jak i filmowej, są wręcz nieocenione. Oczywiście może mi tu ktoś zaraz wyskoczyć z tekstem, że hola, hola, panie Kuszyński, przecież filmów bezpośrednio opartych na prozie Lovecrafta nie było znowuż aż tak dużo, a gdy już były, to albo niezbyt wierne, albo nieszczególnie udane. Jeśli jednak spojrzeć na prozę Lovecrafta jako na zbiór określonych motywów, to okazuje się, że elementy jego twórczości są w kinie nagminne. Opowieściami o wielkich przedwiecznych i innych niewyobrażalnych okropieństwach inspirowali się w końcu tacy twórcy jak Roger Corman, John Carpenter, Lucio Fulci czy nawet Mario Bava. Swoją cegiełkę na temat lovecraftiańskiego kina dołożył również szerzej nieznany Mariano Baino, który w 1993 nakręcił Dark Waters.