poniedziałek, 5 marca 2018

William Castle i jego niesamowite chwyty marketingowe cz 1: Dziewczyna, która powiedziała "nie" Hitlerowi








William Castle był producentem i reżyserem niskobudżetowych dreszczowców, który pod koniec lat 50 XX w. szczególną sławę zyskał dzięki nieszablonowym sposobom promocji swoich filmów. To dzięki nim tanie, często niepozbawione wad, niezależne produkcje przyciągały na seanse tłumy. O niektórych z nich, np. "The House on the Haunted Hill", czy "The Tingler" pewnie już słyszeliście, ale pozwólcie, że o nich będzie nieco później. Dziś historia początków geniusza filmowego marketingu, historia, która sięga do czasów zaangażowania Williama Castle w teatr.


Historia przedstawiona poniżej pojawiła się w autobiografii reżysera  pod tytułem “Step Right Up!...I’m Gonna Scare The Pants Off America” pierwotnie wydanej 1976 roku. Zalecałbym czytanie treści poniżej z przymrużeniem oka: William Castle lubował się nie tylko w zaskakiwaniu publiczności ale także w licznych kłamstewkach, które pomagały mu w karierze. Nie byłbym szczególnie zdziwiony, gdyby okazało się, że jego wspomnienia zostały nieco podkoloryzowane dla lepszej lektury. 


Bela Lugosi jako Dracula
Urodzony w 1914 roku William Schloss Jr. przygodę z grozą rozpoczął w wieku trzynastu lat, gdy po raz pierwszy zobaczył na deskach Broadwayu Belę Lugosiego w roli Draculi. Sztuka zrobiła na młodzieńcu tak wielkie wrażenie, że przez następne dwa tygodnie nie opuszczał żadnego spektaklu. Jak pisał sam Castle, przy którejś już z kolei wizycie w teatrze, większą uwagę zwracał na reakcje publiczności, reakcje, które dawały mu mnóstwo radochy.

Po dwunastym spektaklu Schloss postanowił spotkać swojego idola. Do garderoby gwiazdy udało mu się dostać podając się za...znajomego Lugosiego (tego typu kłamstwa bardzo często pomagały naszemu bohaterowi w karierze). Odwaga naszego bohatera musiała zaimponować gwiazdorowi, ponieważ ten nie tylko umożliwił Williamowi obejrzenie kolejnego spektaklu za darmo, tym razem za kulisami, ale także zapewnił później młodemu człowiekowi zarobek na stanowisku pomocnika kierownika planu. 

Mniej więcej w tym samym czasie zaczął się przedstawiać jako William Castle (Schloss po niemiecku oznacza właśnie zamek), głównie z powodu trudności, jakie sprawiało wymówienie jego prawdziwego nazwiska napotkanym osobom. Był to zresztą czas, w którym po raz pierwszy starał się realizować swoje pomysły. Sugerował między innymi wystawienie przed teatr czarnej trumny podczas kolejnych spektakli Draculi, czy tricku, który polegał na tym, że Dracula, po uprzednim zniknięciu ze sceny w oparach dymu, pojawiał się niedługo później przechadzający wśród publiczności.

Castle pracował w teatrze jeszcze kilka lat, jednak nasilający się w latach trzydziestych wielki kryzys gospodarczy spowodował, że z czasem o zarobek było coraz to trudniej. William był w tamtym czasie w stanie żyć całkiem godnie dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży majątku ziemskiego należącego do dawno zmarłego ojca. Te miał zamiar dość ryzykownie zainwestować.

William Castle, ten gagatek
W kwietniu 1939 roku dowiedział się, że Orson Welles, jedna z największych gwiazd ówczesnego kina, planował zamknąć należący do niego teatr Stony Creek w Connecticut. Nie namyślając się wiele, Castle postanowił wyłudzić numer telefonu od jednej z osób z towarzystwa gwiazdora (“Hey, posiałem gdzieś numer do Orsona, a mam do niego sprawę. Mógłbyś mi go podać?”) i nakłonić go do sprzedania przybytku. Jak się pewnie domyślacie, szczwanemu draniowi Castle’owi się to udało.

W tym samym czasie nasz bohater poznał Ellen Schwannecke, niemiecką aktorkę, która nie akceptując polityki Hitlera, pragnęła szukać szczęścia za oceanem. Jej starania były jednak bezowocne, a to ze względu na przepis przeforsowany przez ówczesny związek zawodowy aktorów, który stanowił, że osoby zza granicy nie mogą odbierać zarobku amerykańskim odtwórcom, co w praktyce oznaczało, że jeśli panna Ellen miałaby otrzymać jakikolwiek angaż, to musiałaby być rola, której nie byłaby w stanie z tym samym powodzeniem odgrywać amerykańska aktorka, czyli np. rola Niemki.

Zauroczony piękną Ellen świeżo upieczony właściciel teatru postanowił zrobić wszystko, by ta zagrała u niego na deskach, więc jak najszybciej (zajęło mu to weekend) napisał sztukę pod tytułem Das ist Nicht für Kinder, którą, jak na nałogowego kłamce przystało, przedstawił zarządowi związku zawodowego jako arcydzieło (nieistniejącego oczywiście) niemieckiego dramaturga Ludwiga von Herschfelda.

Ellen Schwannecke
Przygotowania do sztuki ruszyły pełną parą, choć ta nieco osłabła, gdy okazało się, że po dwóch tygodniach od rozpoczęcia sprzedaży nie został zakupiony ani jeden bilet. Sytuacja wyjątkowo nieprzyjemna, zwłaszcza że reżyser zdążył już wydać wszystkie swoje pieniądze i porażka spektaklu była równoznaczna z bankructwem. Na dodatek jego gwiazda rozważała powrót do Niemiec. Ellen była bardzo rozczarowana Stanami, które wbrew mitowi o “amerykańskim śnie” nie chciały dać jej szansy w zawodzie aktorki. W tym samym czasie,  upomniały się o nią nazistowskie Niemcy: otrzymała ona oficjalne zaproszenie do powrotu do ojczyzny i wzięcia udziału w organizowanym przez Goebbelsa festiwalu. Perspektywa ta była dla Ellen bardzo nieprzyjemna, choć jak sama twierdziła, byłaby do tego zmuszona w obliczu niemożności utrzymania się w Stanach.

William Castle był na szczęście typem człowieka, który w sytuacji, gdy życie rzuca kłody pod nogi, to z uśmiechem podskakuje i z zebranych kłód buduje sobie piękny nowy dom. Obiecał aktorce, że ta nie musi się niczym martwić i będzie niedługo dla niej tyle pracy, że nigdy nie będzie musiała wracać do Niemiec.

Tego samego dnia wybrał się do najbliższej poczty w celu wysłania dwóch telegramów, których adresatami mieli być kolejno Adolf Hitler i Joseph Goebbels. Ich treść miała wyglądać następująco:


Drogi Panie Hitler. Ellen Schwanneke odrzuca Pana zaproszenie. Nie chce mieć nic wspólnego z Panem ani z Pana polityką. Nie wróci ona do Niemiec tak długo, jak Pan sprawuje tam władzę.

William Castle,

Reżyser i producent

Teatr Stony Creek, Connecticut

P.S. Ona teraz pracuje dla mnie


Dziewczyna, która powiedziała "nie" Hitlerowi
Nagłówek z Sunday Times

Następnie wykonał około dwudziestu kopii zarówno zaproszenia, jak i wysłanej przez siebie odpowiedzi, z którymi przeszedł się do każdej możliwej nowojorskiej gazety w nadziei, że brukowce łykną haczyk. Łyknęły i to tak, że o pannie Schwanneke było głośno w całym Nowym Yorku. Castle miał niezwykłe szczęście trafić do gazet w czasie, gdy nie działo się nic szczególnie ważnego, także przedstawiona przez niego historia miała okazję zostać opublikowana. Jeszcze tego samego dnia Castle zaczął roznosić wieści, że bohaterska Niemka niebawem ma zagrać w jego teatrze. Bilety wyprzedały się jak na pniu.

Castle nie przewidział tylko jednego. W latach trzydziestych istniała w Stanach organizacja German American Bund, która zrzeszała sympatyzujących z Hitlerem Amerykanów niemieckiego pochodzenia. Tym bardzo się nie spodobały się wieści o odmowie Führerowi i dość szybko zaczęły pojawiać się listy z zapowiedziami protestów, czy nawet groźby śmierci skierowane w kierunku Ellen.

Również i na to znalazł się sposób. W dniu premiery o 4 nad ranem William Castle wybił szyby we własnym teatrze, a następnie namalował czerwoną farbą swastyki na ścianach. Następnie wrócił do łóżka w oczekiwaniu na rezultaty. Około 8 nad ranem obudziła go przerażona ekipa, która obwieściła mu, że naziści zaatakowali teatr. Przed budynkiem zdążyła się zgromadzić spora ilość gapiów, którym Castle obwieścił, że premiera odbędzie się zgodnie z planem i nic nie jest w stanie jej zagrozić i jeśli będzie musiał, to zapewni nawet ochronę wojskową od samego gubernatora. Co zresztą zrobił. Jeśli zastanawiacie się jakim cudem jakiś nieznany nikomu szarak był w stanie dotrzeć do najważniejszej osoby w stanie, to wiedzcie, że odpowiedź jest całkiem prosta: Castle podawał się za Orsona Wellesa.

Podczas premiery teatru strzegli żołnierze z karabinami, którzy przeszukiwali gości w poszukiwaniu nazistowskich wywrotowców. Jedno jest pewne. Takiego przedstawienia nigdy wcześniej nie było!


Brak komentarzy: