piątek, 18 stycznia 2019

The Beyond: Lovecraft i fantasmagorie


“W siedmiu przeklętych miejscach ukrytych jest siedem straszliwych bram. Nieszczęsny ten, który otworzy jedną z owych bram piekieł, gdyż od tego dnia martwi będą stąpać po świecie.”

-Księga Eibona

Sukces komercyjny filmu Zombie- pożeracze mięsa (1979) znacząco odmienił karierę Lucio Fulciego. Reżyser ten, wcześniej parający się zróżnicowanym kinem i mający na koncie chociażby komedie (I Maniaci, 1964), westerny (Czterech jeźdzców Apokalipsy, 1975), czy giallo (Nie torturuj kaczuszki, 1972) szybko został ogłoszony specjalistą od ekstremalnego horroru, co nie tylko uwarunkowało gatunek znacznej części kolejnych produkcji, ale też ostatecznie zapewniło mu miejsce w historii kina, jako “ojciec chrzestny kina gore” (Pamiętać jednak trzeba, że zwyczajowo dziecię posiada dwóch rodziców chrzestnych. Tego wulgarnego bękarta do chrztu trzymał jeszcze Hershell Gordon Lewis). W latach 1980-81 powstały trzy filmy, które ze względu na podobną tematykę (i osobę aktorki Catriony MacColl, która jako jedyna wystąpiła we wszystkich trzech obrazach) nieformalnie nazwano Trylogią bram piekieł i które, obok wspomnianych już wcześniej Pożeraczy mięsa, są najsłynniejszymi tytułami w filmografii Fulciego. Opisywane tu przeze mnie The Beyond jest drugim i jak myślę, najznakomitszym reprezentantem “serii”.


Liza Merril dziedziczy stary, zapuszczony hotel położony gdzieś w pokrytej mokradłami Luizjanie. Dla młodej kobiety, której życie dotychczas skąpiło sukcesów, jest to szansa na nowy początek. Nie wie ona jednak, że przybytek ten wybudowano w miejscu jednej z piekielnych bram, która zostaje otwarta wskutek prac renowacyjnych. A gdy pradawne zło wydostaje się już na wolność, absolutnie nikt nie jest w stanie pojąć ogromu zagrożenia.

The Beyond zasłynęło przede wszystkim jako film totalnie przegięty wizualnie i obfitujący w serię nieprawdopodobnych i makabrycznych zdarzeń, wśród których znajdą się chociażby: wyjadanie języka przez pająki, wyrywanie oraz wybijanie gałek ocznych, czy też rozpuszczanie głowy za pomocą żrącego kwasu. I choć efekty w liczącym już niemalże 40 lat, niskobudżetowym włoskim horrorze naturalnie musiały się zestarzeć, to jednak nie można odebrać im tego, że pomimo ewidentnej sztuczności nadal wypełniają swoje zadanie, to jest, potrafią wzbudzić obrzydzenie i skłonić co delikatniejszych do odwrócenia wzroku.


Nieco na dalszym planie zostaje fabuła, niezwykle prosta, choć niekiedy wymagająca od widza domyślenia się niektórych rzeczy i będąca przede wszystkim konstruktem umożliwiającym ukazanie całej gamy okropności rodem z sennego koszmaru. Pretekstowość scenariusza jest zresztą głównym źródłem krytyki The Beyond i zdecydowanie nie brakuje osób, które będą zarzucać filmowi nielogiczność, czy wręcz głupotę, co nie jest jednak tak do końca słuszne.

Rzecz w tym, że to, czego nie mówi się nam wprost, jest tu opowiedziane za pomocą języka filmu. To stary, przywołujący na myśl gotyckie horrory, budynek, niezwykła praca operatora kamery i nawiedzona muzyka (za którą odpowiada rewelacyjny Fabio Frizzi) dają nam wyraźnie do zrozumienia, że Luizjana z filmu Fulciego nie jest tym samym miejscem, które możemy znaleźć na mapie Stanów Zjednoczonych, a raczej jej powykręcanym odbiciem pochodzącym z królestwa Morfeusza. A skoro tak, to fabuła The Beyond jest bardziej podporządkowana logice snu niż tej z realnego świata. I o ile fantasmagoryczność filmu jest już coraz bardziej rozpoznawana i ceniona, tak nieco dziwi mnie, że niemalże nie mówi się o The Beyond w kontekście filmu lovecraftiańskiego.


Dzieło Fulciego nie bazuje, co prawda, na którymkolwiek z opowiadań Samotnika z Providence, jednak nad całością zdecydowanie unosi się duch pisarza. W końcu, to z czym mają do czynienia bohaterowie, to pradawne i dotychczas uśpione zło, którego istota przekracza ludzkie pojęcie. Odwieczne moce nie mają motywów, przypominają bardziej nieokiełznany żywioł, ogień trawiący wszystko co znajdzie się w jego zasięgu. I jako takie, nie mają obowiązku dostosowywać się do ograniczonych możliwości poznawczych gatunku ludzkiego.

To, co widzimy na ekranie, jest, w takim razie, próbą zwizualizowania tego, co Lovecraft opisałby jako plugawe i nieopisane. I tak jak autor pisał o grozie, która pozbawia człowieka zmysłów, tak chociażby u Fulciego bohaterowie wystawieni na kontakt z nienazwanym złem tracą wzrok. Aby dać widzom do zrozumienia co jest tu źródłem inspiracji, reżyser postanowił pozostawić nam małą wskazówkę pod postacią obecności w fabule Księgi Eibona, która to, podobnie jak dużo bardziej rozpoznawalny Necronomicon, jest owocem wyobraźni Lovecrafta. Podobne nawiązanie pojawiło się zresztą z powstałym wcześniej City of the Living Dead, którego akcja działa się między innymi w mieście Dunwich. Do uwielbienia dla literatury fantastycznej (w tym Poego i właśnie Lovecrafta) reżyser przyznał się zresztą w jednym z wywiadów*.


Ciężko jest mi więc patrzeć na The Beyond jak i pozostałe dwa filmy z cyklu: The City of the Living Dead i House by the Cemetery jako na, po prostu, filmy gore. Bo o ile ten obrzydliwy, wizualny aspekt grozy jest rzeczywiście ważnym elementem tych produkcji, tak jednak sprowadzanie ich do poziomu tylko i wyłącznie krwawych filmów jest cholernie krzywdzące, bo w równym stopniu jest to kino surrealistyczne, czy też po prostu, fantastyczne. I w momencie, gdy zrozumiemy i zaakceptujemy naturę takiego The Beyond to pozostaje nam, widzom, przede wszystkim bardzo dużo dobrego.

*Mowa o wywiadzie z sierpnia 1988 przeprowadzonym przez Gaetano Mistretta, który pojawił się chociażby w książce Spahhetti Nightmares. Jest on również dostępny w wersji do odsłuchu w materiałach dodatkowych do filmu Nie torturuj Kaczuszki w wydaniu od Arrow films.

Brak komentarzy: