czwartek, 2 listopada 2017

House of Hammer: Dom komiksowej grozy


Tekst pierwotnie ukazał się na The Blog That Screamed 
 22 października 2016 roku.  

„House of Hammer”. Czasopismo filmowe wydawane w latach 1976-1978, a następnie w latach 1982-1984 pod zmienioną nazwą, jako „Halls of Horror”. Jak sama nazwa wskazywała, „HoH” było dodatkowym narzędziem promocyjnym dla filmów tej wytwórni, przede wszystkim ich klasycznych tytułów, ponieważ w czasie istnienia czasopisma Hammer wypuścił tylko jeden duży horror, a mianowicie „To the Devil a Daughter”.

sobota, 23 września 2017

Egzorcysta III, czyli udany powrót po latach




Nigdy jakoś mnie nie bawiło tworzenie popularnych w sieci wyliczanek typu” top najstraszniejszych”, czy też „10 rewelacyjnych horrorów, które musisz zobaczyć”. Po trochu to wynik niechęci wywołanej  męczącej wręcz wszędobylskości takich treści, a po trochu z powodu mojego potwornego niezdecydowania i przekonania, że od podejmowania tak poważnych decyzji można jedynie dostać migreny. Nieco łatwiej by było napisać o tych najważniejszych, bo tu już trzeba by było odłożyć na bok własne odczucia i postarać się trzeźwym okiem wybrać horrory, które faktycznie odmieniły świat i pewnie, gdyby mi ktoś przystawił spluwę do skroni, to bym relatywnie szybko odpowiednią listę sklecił. Już w chwili pisania wiem, że na pewno bym zawarł Noc żywych trupów, Hooperowską Teksańską masakrę, czy też słynnego Egzorcystę z 1973 roku. 

sobota, 2 września 2017

Wyzwanie Mario Bavy: Black Sunday aka Mask of Satan


Koniec lat 50. Widowisko The Giant of Marathon, które Mario Bava musiał dokończyć za Jacquesa Tourneura, okazuje się sukcesem. To już trzeci film w ostatnim latach, którego produkcję uratował, cichy bohater, skromny operator filmowy ukryty w cieniu reżyserów, za których zmuszony był dokańczać pracę. Ciężka harówka w końcu się jednak opłaciła i wraz z nową dekadą przyszła możliwość pracy na własny rachunek.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wyzwanie Mario Bavy: I Vampiri & Caltiki- Immortal Monster


Drugą połowę lat 50 można nazwać okresem przejściowym w karierze Mario Bavy. Jak wspominałem w poprzedniej notatce (zajrzyj tutaj), nasz bohater często wykonywał dodatkowe prace na planie i wtedy też zaczął dokańczać filmy za niesfornych reżyserów filmowych, wyrabiając sobie przy tym opinię najlepszego człowieka do uratowania produkcji. Pracowitość i jak ja to odbieram, pokora Bavy zaplusowała z czasem i pozwoliła mu w następnej dekadzie na rozwój kariery w roli reżysera.

Poniższe dwa filmy powstały właśnie w tym okresie. Oficjalnie reżyserem zarówno I Vampiri, jak i Caltiki był Riccardo Freda (odpowiedzialny chociażby za rewelacyjnego The Horrible Dr. Hichcock), Mario Bava z kolei podpisany został jako operator filmowy. W obu jednak przypadkach Riccardo opuścił plan zdjęciowy jeszcze przed ukończeniem produkcji, co zmuszało Bavę do ukończenia pracy za niego. W przypadku pierwszego filmu mówi się, że Freda ukończył go w połowie, natomiast jeśli chodzi o Caltiki, to pojawia się sporo sprzecznych informacji i można przeczytać zarówno, że Bava wyreżyserował 90% filmu, jak i że, tak jak w przypadku I Vampiri, na reżyserskich krzesełku zasiadł w połowie drogi, więc najbezpieczniej będzie stwierdzić, że oba filmy mają po prostu dwóch ojców.